| 21321 | Najpierw chciałbym do Pana i Pana kolegów zaapelować, aby nie zwalczać Jarosława Kaczyńskiego. To nie tak, że zgadzam się ze wszystkim, co Jego „złote” usta wypowiedzą (jak sądzą nasi przeciwnicy). Wręcz często bywa przeciwnie. Rzecz w tym, że Jarosław Kaczyński jest wyjątkową osobowością, której nie da się zastąpić w tej części sceny politycznej. Ani Pan Ziobro, ani Pan Jurek, ani, proszę wybaczyć, Pan – nie jesteście wstanie zgromadzić wokół siebie takiego poparcia. Czy dlatego, że jest „geniuszem” strategii? Ostatnia kampanie wyborcza na to nie wskazuje. Zawsze trudno znaleźć materialne przyczyny takiego stanu rzeczy. W szczególności, jeśli mowa o kimś z tak mizerną posturą. Ale, jak mawiał Zagłoba o Wołodyjowskim (też mizernej postury): „na kamieniu się tacy rodzą” – co tłumaczy wszystko i nic. Pewnie to konsekwencja poglądów, którą Jarosław Kaczyński zachował przez lata 90-te, pomimo licznych prób sponiewierania Go ze strony władców medialnych i politycznych. Jest kilka istotnych elementów w polityce PiS-u, które są dla mnie niezastąpione. Po pierwsze – za wszelką cenę zbliżenie się do USA. Biorąc pod uwagę nasze doświadczenia historyczne i to, że wolność nigdy nie jest dana raz na zawsze, uważam, że Racją Stanu Polski jest ustawienie naszego sojuszu z USA na pierwszym miejscu, przed zobowiązaniami wobec UE. Choć Rooswelt nas zdradził, to i tak - wszystko, co dobre się stało w naszej historii, zawdzięczamy właśnie Stanom Zjednoczonym – zarówno w roku 18, jak i 89. To w Europie, niestety, są kraje, które nas zniewalały lub, przynajmniej, były obojętne na naszą niedolę. W końcu, to tylko USA stanowią realną potęgę na tym padole, która jest wstanie zapobiec ewentualnej, ekspansywnej polityce naszego wschodniego sąsiada. A któż mógłby zagrozić naszej niepodległości w przyszłości? Jamajka? Kuba? balzak czas wpisu: 2008-04-12 01:56:39 |
| 21320 | Należę do grona sympatyków PiS-u. Wbrew tej Staram się patrzeć trzeźwo (oczywiście przy piwku, jak każdy, porządny internauta) na naszą scenę polityczną. W Pana tekście odczytuje bardzo racjonalną próbę pozyskania nowych wyborców. Z drugiej strony, niestety, świadczy to nadmiarze populizmu naszych polityków. Coraz mniej idei – coraz więcej kalkulacji. To zarzut do wszystkich „graczy” na naszej scenie politycznej. Leszek Miller, socjalista, był gotów wprowadzać podatek liniowy; Donald Tusk - liberał, głosował ramię w ramię z LPR-em za podwójnym „beciokowym”. A PiS? PiS się wierci i zagląda głęboko w oczy obywatelom, gdzie tu by się przypochlebić. A chciałoby się... Ano właśnie – chciałoby się, aby scena polityczna była przejrzysta; aby socjaliści (czy socjaldemokraci – jeśli ktoś woli) walczyli o „klasę robotniczą” i nierobów; aby „janosikowali” na bogatych i rozdawali „biednym” (nierobom). Żeby liberałowie zalecali się do pracodawców; obniżali podatki i zachęcali do przedsiębiorczości. Wreszcie, aby przywrócić treść określeniu: „konserwatysta”. Dlaczego pozostaję wierny PiS-owi i czego oczekuję od tej partii, jako jej wyborca? O tym za chwilę. balzak czas wpisu: 2008-04-12 01:54:30 |
| 21319 | Referendum Jedynym sensem referendum byloby wybudzenie przynajmniej czesci spolecznosci do zainteresowania sie tematem i podyskutowania o nim. Ten cel zostal osiagniety przez PiSowska "volte". Wobec decydowanej przewagi mediow juz nie niechetnych PiSowi, ale wojowniczo antyPiSowskich, szanse na odrzucenie Traktatu w referendum sa zadne, a potencjalne szkody - powazne. W ferworze dyskusji PiSowi juz do konca przyprawiono by gebe skrajanej antyunijnosci dazenia do rozwalenia EU. Wiem, ze taka opcja ma w Polsce ilus tam zwolennikow, ale to jeszcze nie powod, aby isc jej na reke. Kaska czas wpisu: 2008-04-12 01:51:12 |
| 21318 | Niby jest Pan Panie Marszałku bardzo mądry i inteligętny Ale jak powiedział Forrest Gump "głupi ten co głupio robi" Niby troszczy się Pan o PiS ale prawda jest taka że Pana występy/występki kosztowały PiS bardzo dużo. W powyższym wpisie dużo Pan napisał ale do wyborcy centrowego (moim zdaniem najgłupszego, najmniej wiedzącego, najmniej zainteresowanego polityką) docierają przekazy dwu wyrazowe maksymalnie trzy takie jak : "pijany kwach" "sawicka płacze" "ksiądz pedał" "piękny maniuś" "buzek na wózek" "ziobro łapie złodziei" (ten trzy wyrazowy przekaz jednych cieszy innych smuci:) a także "lekarze w kamasze" "pies w sejmie" "bure suki" Ale największym "mistrzostwem" politycznym popisał się Pan kiedy odbił piłeczkę zagraną przez Donaldu Tusku w grze kto jest głupi a kto mądry. Donald serwuje MOCHERY a z drugiej strony Pan odbija WYKSZTAŁCIUCHY. I tym o to sposobem ładnie podzieliliście społeczeństwo na mądrych i głupich mądrzy głosują na PO a głupi na PiS. Wiadomo że Polacy znają się na wszystkim a poza tym nikt nie chce uchodzić za głupiego. Więc jeżeli znowu chce Pan zagrać z Donkiem to lepiej niech się Pan dobrze zastanowi i pomyśli przez chwilę jak Forrest Gump "głupi ten co głupio robi" HIStory czas wpisu: 2008-04-12 01:48:50 |
| 21317 | Dorn sie myli, a w najlepszym wypadku nieprecyzyjnei wypowiada. Kaczynscy NIE wynegocjowali Traktatu, bo 99,9% jego zawartosci byla juz wynegocjowana kiedy PiS doszedl do wladzy, a Lech Kaczynski zostal prezydentem. Spor o ostateczny ksztalt traktatu byl sporem te detale, ktore - jako istotne z punktu widzenia Polski - w ogole mozna bylo jeszcze negocjowac. Sukcesem PiS nie bylo wiec wynegocjowanie Traktatu, ale wynegocjowanie kilku jego elementow. Byl to przede wszystkim sukces d y p l o m a t y c z n y. Polska zaistniala w UE jako czlonek realny i przytomny, posiadajacy wlasny glos i korzystajacy z tej okolicznosci. Tego wczesniej NIE BYLO. Polska postrzegana byla jako element europejskiego t l a, dla pozoru w ogole w Unii zaistnialego. Jej zadaniem bylo "wyrazac zgode" na stuk! stuk! laska w podloge. Oczywiscie, mozna to nazwac "awanturnictwem" i media tudziez inne partie nie omieszkaly tak sprawy przedstawic. Realia polityczne sa jednak takie, ze obawy przed "awanturnictwem" wymuszaja ustepstwa. PiS nie dazy do rozbicia UE, ale do zapewnienie tam Polsce slyszalnego glosu, z ktorym trzeba sie liczyc. Jakim cudem ma byc to PiSu wada i grzech - nie mam pojecia. Tylko mentalnosc niewolnicza moze nakazywac bezszmerowe podporzadkowywanie sie wplywom spoza kregu wewnetrznego organizu spolecznosci. kaska czas wpisu: 2008-04-12 01:47:18 |
| 21316 | Nam trzeba partii, która właśnie jest wielonurtowa i żaden nurt nie jest dyskryminowany niczym - ani prointegracyjny (Ołdakowski, Kowal), ani pośredni (Girzyński, Nelly Rokita), ani eurosceptyczny (Sobecka). Dlatego w ogóle nie może żadna dyscyplina w rodzaju "nie wolno wam głosować przeciwko traktatowi" albo nawet przekonywanie posłów eurosceptycznych przyjść do głowy żadnemu posłowi - ani posłowi Karasiewiczowi (wiadomo jak argumentował swoje odejście) ani Panu Marszałkowi. Wtedy to dopiero PiS by był partią zamordystyczną. Przemyślenia o wyborcach, którym na problemie homoseksualizmu nie zależy, albo o tych, którzy nie lubią fanatyków są bardzo dobre i dziękuję. A co do integracji z UE - ja mam mniej więcej podobne stanowisko co poseł Girzyński. Unia powinna być unią celną, z dobrą i nieskrępowaną gospodarką. Kraje bogatsze rzeczywiście powinny pomagać biedniejszym. Bo chodzi o w miarę jednolitą Unię pod względem stopnia rozwoju gospodarczego. Oczywiście nie równając do gorszego. Ale już pod względem legislacyjnym i sądowniczym nie powinno być żadnej integracji. Zero, null. Zlikwidować nawet sam ETS! Poza oczywiście jakimś ustalanym przez wszystkie kraje budżetem UE. Tylko w tym budżecie także nic poza wspomaganiem gospodarki nie powinno być - żadnego wspomagania organizacji gejowskich czy feministycznych. Strefa Schengen jest rzeczywiście niezła, więc może zostać. No i wydaje się, że potrzebna jest jakaś integracja w sprawach bezpieczeństwa czy zagranicznych. Ale tylko tak, by nie rozciągał swoich macek taki kraj jak Rosja. wojtas czas wpisu: 2008-04-12 01:43:39 |
| 21315 | mówiąc per analogiam: PiS rzeczywiście w kwestii ratyfikacji Traktatu próbował przejść lekko na prawo, być może rzeczywiście to przejście na prawo jest spowodowane kalkulacjami przed wyborami europejskimi. Ale tu właśnie PiS zrobił źle. Bo partia prawicowa nie powinna dociskać z całą mocą ścianę, ściana nie powinna się rozwalić. Chodziło tylko o delikatne "zagarnięcie" tego, co jest przy tej ścianie, tak by się nie uszkodziła, ale by też zachować to lewe skrzydło partii w stanie możliwie nienaruszonym. Rację ma FYM - była szansa na referendum. A wtedy, gdyby było referendum, to też jakoś by się dało wyłgać. Zabajerowało by się umiłowaniem demokracji a poza tym gadałoby się o znanych wyczynach rządu Tuska. No chyba że rzeczywiście media by PiS zmasakrowały za to referendum. To wtedy tak, nie dziwię się Panu Marszałkowi. Ja jestem tylko wyborcą (2-krotnym wyborcą PiS-u, który głosował za wejściem do UE i na Lecha Kaczyńskiego), więc aż tak na PiS-ie mi nie zależy. wojtas czas wpisu: 2008-04-12 01:42:33 |
| 21314 | Generalnie mowiac, sadze, ze pan nieco "przeanalizowal" w swoich przemysleniach. Opisuje pan zjawisko "sfery niepewnosci w obszarze polityki europejskiej", przedstawiajac je jako slabosc PiSu. Jenoczesnie powoluje sie pan na przyklad CDU, ze tam: "jeśli duże grupy wyborców przesuwają się zdecydowanie na prawo tworząc tym samym sposobność, by miedzy chadecja a prawą ścianą pojawiła się partia, która może niebezpiecznie zbliżyć się do 5 procentowego progu wyborczego, to cała chadecja przesuwa się ostrożnie na prawo pozbawiając przez to tlenu potencjalną konkurencję". Moim zdaniem, PiS zachowal sie dokladnie tak samo. Obecna przewaga "nurtu eurosceptycznego" jest chwilowa, wynikajaca z udzielenia poparcia dla PiS srodowisk do tej pory zwiazanych z LRP, czy SO. Ulegnie zlagodzeniu w sposob najzupelniej naturalny i bez ciezkiego zastanawiania sie czy szklanka jest do polowy pusta czy pelna ( n.b. szklanka jest DO polowy pelna, a OD polowy pusta). O PiSowskich eurosceptykach pisze pan: "Z ich punktu widzenia nie ma pożądanego kształtu integracji, są tylko kształty mniej lub bardziej niepożądane." Bo tak, przeciez wlasnie JEST. Awantura, jaka rozpetala sie przy ostatnich posunieciach PiS wobec traktatu - jak sadze- miala na celu wlasnie uswiadomienie spolecznosci, ze nasza obecnosc w Unii nie jest wylacznie dla Polski korzystna, jakkolwiek niekoniecznie odpowiedzia ma byc bezpardonowa walka prowadzaca do rozbicia Unii ( jak chca srodowiska skrajnie antyeuropejskie). Biorac pod uwage powyzsze nie moge zgodzic sie z panska argumenacja. Nie chce tego, i tak juz obszernego, wpisu teraz kontynuowac, bo dluga forma nie sprzyja dyskusji, ale argumentow na przytomnosc PiSowskich eurosceptykow oraz uzytecznosc "'sfery niepewnosci" mam wiecej. kaska czas wpisu: 2008-04-12 01:38:00 |
| 21313 | Ośmielam sie sądzić,że Polacy mimo wszystkich słabości i ułomności obywatelskich potrzebują państwa normalnego, uczciwego, wydolnego, sprawnego itd. My po prostu łakniemy, rozpaczliwie pragniemy demokracji, suwerenności. Niestety po 45 latach komuny wpadliśmy w sidła zorganizowanej hipokryzji! Jako kraj zubożały, wyniszczony, zdewastowany cywilizacyjnie wyraziliśmy zgodę na obciążające nas reformy gospodarcze, polityczne, zmiany instytucjonalne w zamian za pomoc ,pożyczki od różnorodnych donatorów; MFW, Bank Swiatowy, UE.Ceną, kosztem tego rodzaju "beneficjum" jest niestety niekontrolowana utrata części suwerenności. Rządy post peerelu okazały się niestety słabe tak w stosunkach zewnętrznych jak i w polityce wewnętrznej.Polska stał sie wręcz modelowym przykładem państwa dysfunkcjonalnego. Owa dysfunkcjonalność jest żródłem naszych niepowodzeń,żródłem ubóstwa większej części społeczeństwa.To jest zaś przyczyną naszych wszelakich plag, tak dręczących nasz kraj; korupcja /w tym także polityczna/, zachowania przestępcze polityków, samorządu, korporacji/ prawnicy, lekarze, uczelnie/, policji, wojska. Nie ma zapewne ani jednej sfery życia w naszym kraju niezżeranej trądem! Nawet doświadczony, ponad 1000 letni Kościół, instytucja która wyszła z komuny najmniej poobijana i okaleczona ma co nieco do ułożenia. Czy Polska potrzebuje prócz technologii funduszy także importu, środków pomocowych w postaci modeli struktur ustrojowych aby najpierw zahamować te zabagniona korupcję i niszczycielski lobbing skoro i tak już mamy podzielaną suwerenność ? pozdr anty czas wpisu: 2008-04-12 01:36:32 |
| 21312 | free ty barani łbie, nie próbuj udawać, że rozumiesz co czytasz. Poczekaj do rana dostaniesz od szefa instrukcję smskiem 0stra... czas wpisu: 2008-04-12 01:00:36 |
| 21311 | LD Pisze Pan: "Jarosław Kaczyński popełnił ciężki błąd zaczynając grę o warunki ratyfikacji traktatu lizbońskiego od groźby głosowania przeciw, w dodatku zapowiadając klubową dyscyplinę głosowania. Oznaczało to powiedzenie klubowi, partii i wyborcom, że PiS gotów jest umrzeć za postulaty eurosceptyków. Apetyty ludzkie, także w polityce, są nieograniczone i zburzoną równowagę wewnątrz partii trudno będzie przywrócić, bo raz uzyskawszy taką deklarację (co prawda niezrealizowaną) politycy odwołujący się do nurtu katolicko-narodowego czują się w prawie żądać coraz więcej. Zawsze jedno nieracjonalne ustępstwo naraża na konieczność czynienia następnych." Tymczasem według mnie błąd popełniono później. PiS mógł docisnąć PO do ściany, zwlekając z ratyfikacją TL i eskalując konflikt. Gdyby PO w akcie depseracji np. doprowadziła do referendum, to sytuacja wyglądałąby inaczej, a przede wszystkim okazałoby się, jak wygląda realne poparcie dla dalszego procesu integracji w formule superpaństwa. PiS jednak w ostatniej chwili ugiął się pod presją i mediów, i "tęczowej koalicji" i poszedł na zupełnie przedwczesny kompromis ze zwalczającą go PO. Nie należał się spieszyć z ratyfikacją parlamentarną, ponieważ nic nas tak naprawdę nie goniło. Ten pośpiech wywołał bardzo negatywny rezonans wśród części osób popierających PiS. Jasna debata nad kształtem ideowym tej partii jest konieczna, aczkolwiek powinna ona zmierzać do poszerzenia porozumienia środowisk prawicowych, a nie do jego zawężenia. free czas wpisu: 2008-04-12 00:43:14 |
| 21310 | @Szanowny Panie Ludwiku Nigdy nie powrócimy do władzy bez poparcia mediów i "autorytetów". Ich poparcie można uzyskać jedynie wtedy jeżeli damy im więcej niż platforma. Jednakże w takim przypadku staniemy się platformą bis. Bardzo Pan wszystko teoretyzuje sądząc, że reforma partii coś zmieni. Nijaką, bezbarwną platformę nadymano przez trzy lata, aż do upragnionego skutku. Teraz trwa akcja odwdzięczania się nadymaczom. Pan sądzi, że odżegnując się od środowiska RM i mizdrząc się do Waltera Solorza i tych z Czerskiej powrócimy do władzy? Tusk i Komorowski są dla nich bardziej wiarygodni i przewidywalni.Trzeba spokojnie czekać na zmęczenie materiału i jakąś wielka wpadkę Tusku. kokos czas wpisu: 2008-04-12 00:40:41 |
| 21309 | Panie Marszałku, Nurt główny, nurt taki owaki, nurt poboczny, nurt jaki tam. Za moich czasów siadało się wypijało kielicha albo i dwa; godziło się i działało razem. Aż do następnego razu. Jeżeli tego nie potraficie to... Wam szczać kury wypada wyprowadzać a nie politykę uprawiać. POLFIC czas wpisu: 2008-04-12 00:34:21 |
| 21308 | @Ludwik Dorn Licze na dyskuje, nie tylko prezentacje swoich przemysleń. Akurat z tym wpisem nie we wszystkim sie zgadzam, ale rozumiem Pana chęć reformy w PiS. Cóż, trudno pogodzić Sobecka z Kluzik-Rostkowską. Ale to jest najwieksza siła PiS, ZE MA TAK SZEROKIE SKRZYDłA. Co pan marszałek zamierza zrobić z propozycją Hall? Rozumiem, ze taki erudyta skupi sie na obronie kanonu polskiej literatury i wystąpi z ostrym protestem przeciwko odcinaniu młodzieży korzeni i robienie z nich słabo wykształconych parobków? pozdrawiam m czas wpisu: 2008-04-12 00:31:26 |
| 21307 | Kismet ma rację, z tym, że wszystko da się medialnie przykryć (odbiorą Euro2012? To przez silne włoskie lobby), więc na wierzch wyjdzie tylko to, co wyniknie z walk pod dywanem. A ponieważ z afery Rywina ubekistan niewątpliwie wyciągnął konstruktywne wnioski, nie należy się spodziewać szybkich tego typu wpadek. O ile więc Tusk nie podpadnie komuszemu kapitałowi, będzie rządzić wiecznie. pogromca smokow czas wpisu: 2008-04-12 00:29:23 |
| 21306 | Powrot PiSu do wladzy zupelnie od niego nie zalezy. Jesli Donald sie na czyms ewidentnie rozkraczy, np. skompromituje sie na EURO, PiS w nastepnych wyborach ma 60% bez wzgledu na swe dzialania. kismet czas wpisu: 2008-04-12 00:26:25 |
| 21305 | Dlatego mojej partii już teraz potrzebna jest najpoważniejsza z możliwych debata ideowa i polityczna. Okazją do jej rozpoczęcia może być zapowiedziany na jesień kongres programowy partii.Niestety, jak się zdołałem zorientować, w najbardziej wpływowym kręgu kierowniczym mojej partii przyjęto następującą koncepcję: pokażemy na kongresie na czym polega IV Rzeczpospolita w podatkach, wymiarze sprawiedliwości,polityce międzynarodowej, polityce gospodarczej, itd., itp. Uważam tę koncepcję za intelektualnie i politycznie miałką, a przez to szkodliwą. Jak bowiem pisałpoeta: Biada temu, kto ustawia dziecinny młynek u brzeg urwących potoków, Kiedy rycząca powódź i noc idą z gór. Dlatego w jedyny dostępny mi sposób apeluję do członków i sympatyków PiS: rozpocznijcie wielką debatę; domagajcie się od kierownictwa partii, by nadało jej ramy. Nie pozwólcie, by wielką energię i siłę PiS-u zmarnotrawiono na konstrukcję dziecinnego młynka. W tej debacie postawcie żądanie, by uregulować koryto naszej rzeki. Ludwik Dorn L.D. czas wpisu: 2008-04-12 00:16:13 |
| 21304 | Czas nagli. W tej sferze Polskę czeka poważny i głęboki spór już w tym roku.Dotyczyć on będzie kwestii bioetycznych, a przede wszystkim zapłodnienia in vitro. Premier Donald Tusk zapowiedział uchwalenie odpowiedniej ustawy już w 2008 roku. Przedstawił jednocześnie pewien polityczny plan przeprowadzenia tej ustawy i takiego rozegrania związanego z nią konfliktu, który przyniesie korzyści PO. Platforma dążyć będzie zatem do prezentacji sporu jako starcia sił umiarkowania, harmonii i rozsądku z fanatykami z prawej i lewej strony. Nie można mieć o taki plan do Donalda Tuska pretensji. Jest politykiem i przywódcą partyjnym a jego obowiązkiem jest zabiegać o interes swojej partii. Innego rodzaju niepokój budzą deklaracje posła PO, Jarosława Gowina o jednej ustawie regulującej całość tej problematyki. Jest to po prostu niemożliwe ze względu na materię, która ma być prawnie uregulowana. Jestem głęboko przekonany o dobrej woli posła Gowina, ale zaproponowany przez niego kierunek prac tylko spotęguje przewidywany konflikt. Jeśli PiS nie przygotuje się poprzez prace i debatę wewnętrzną do nadchodzącego starcia, to czeka go przegrana i potężny kryzys. L.D. czas wpisu: 2008-04-12 00:14:03 |
| 21303 | Inne jeszcze środowiska mogą przeżywać zagrożenia związane z naruszeniem ładu moralnego jako bardzo poważne i bliskie, ale odrzucać język„gorącej” natychmiastowej mobilizacji z tego względu, że uznają go za przeciwskuteczny. Sądzę, że większość polskich obywateli o prawicowych i centroprawicowych przekonaniach w bardzo wielu mutacjach i odmianach zalicza się do drugiej lub trzeciej wskazanej przeze mnie grupy. Wynika z tego wniosek jak najbardziej praktyczny i polityczny: jeżeli moja partia chce skupiać wyborców i polityków od zdecydowanej prawicy po centroprawicę (a tylko taka partia ma szanse zdobyć władzę) to jej nurt główny musi w dialogu, który niekiedy bywa sporem, wypracować przekaz ideowy i język jego komunikowania,który co najmniej nie będzie odstręczał tak „letnich” centroprawicowców, jak i„gorących” zdecydowanych prawicowców. Jeśli tak się nie stanie, to PiS jako całość stanie się zakładnikiem nurtu katolicko-narodowego ze wszystkimi tego konsekwencjami: potężnymi napięciami wewnętrznymi i porażkami w starciach politycznych. L.D. czas wpisu: 2008-04-12 00:11:01 |
| 21302 | To ogólne stwierdzenie wyjaśnić najlepiej poprzez przykład. Ktoś może być przeciwny ujmowaniu związków homoseksualnych w prawną formę małżeństwa, a jeszcze bardziej adopcji dzieci przez pary homoseksualne i przeżywać to jako bezpośrednie zagrożenie podstaw ładu moralnego, w którym żyje, uznając zarazem, że już dziś niezbędna jest mobilizacja ideowa i polityczna, by Polskę przed tym zagrożeniem uchronić. Inna grupa osób również może nie akceptować homoseksualnych małżeństw i adopcji przez nie dzieci, ale zarazem żywić przekonanie, że „coś takiego” możliwe jest gdzie indziej, a w Polsce się nie zdarzy. Osoby takie zapewne można by zmobilizować, gdyby pojawiła się w Polsce siła polityczna zdolna do objęcia rządów i przeprowadzenia takich zmian. Ale póki program taki głoszą siły wyraźnie mniejszościowe, obywatele o takiej wrażliwości skłonni są sam problem traktować jako słabo ich osobiście w wyobrażalnej perspektywie czasowej dotyczący.Dlatego nie wchodząc w spór merytoryczny ze środowiskami wzywającymi do natychmiastowej mobilizacji ideowej i politycznej mogą traktować je jako środowiska fanatyków (nie lubią fanatyzmu) lub dziwaków (dziwaków też nie lubią). L.D. czas wpisu: 2008-04-12 00:07:43 |
| 21301 | Ostatni punkt pozwolę sobie rozszerzyć. Wiele z diagnoz, wskazań na zagrożenia,niepokojów, które artykułowane są na łamach „Naszego Dziennika” lub na falach „Radia Maryja” zawiera szereg elementów racjonalnych. Oczywiście zdarzają się także elementy nieracjonalne. Problem jednak polega na tym, że to język, słowa, ich otoczka emocjonalna niekiedy bardziej różnią ludzi niż treści przez język wyrażane. Język, słowa i aura emocjonalna używane choćby przez „Radio Maryja” jednych odbiorców przekonują i utwierdzają w ich poglądach, innych zaś mniej lub bardziej rażą. Wśród tych, których rażą są oczywiście i tacy obywatele, którzy żywią poglądy radykalnie, co do treści, sprzeczne z wyrażanym przez tej język przekazem ideowym. Ale jest też wiele takich, których sprzeciw wobec treści przekazu jest mniejszy lub zgoła żaden, natomiast odruch repulsji na język – bardzo silny. Ponadto przekaz, nazwijmy to, „radiomaryjny”, nakierowany jest na dość precyzyjnie określoną grupę odbiorców i nie uwzględnia odmienności w natężeniu opcji ideowych. L.D. czas wpisu: 2008-04-11 23:50:52 |
| 21300 | # Aby mógł być spełniony warunek drugi, konieczne jest spełnienie warunku kolejnego: stworzenie (bo niestety, nie ma tu czego odbudowywać) mechanizmów wewnątrzpartyjnej dyskusji w sprawach o strategicznym znaczeniu dla całej partii. Jeśli nurt główny ma negocjować z nurtem katolicko-narodowym, to musi istnieć miejsce i sposób na taką dyskusję i takie negocjacje. Tylko w ten sposób będzie można uzyskać zaangażowanie całej partii w uzgodnione wspólnie działania. Tylko w ten sposób uniknie się poniżającej dla wszystkich sytuacji, w której grożono sankcjami klubowymi i partyjnymi członkom PiS, którzy chcieli zagłosować za ratyfikacją traktatu. # Warunkiem ostatnim jest przejęcie i przeformułowanie przez nurt główny PiS diagnoz i postulatów podnoszonych przez nurt katolicko-narodowy. Chodzi o to, by PiS jako całość przestał zachowywać się na tym obszarze w sposób czysto reaktywny, podejmując działania tylko wtedy, gdy zostanie przyciśnięty do ściany. L.D. czas wpisu: 2008-04-11 23:49:52 |
| 21299 | Taki rozwój sytuacji jest prawdopodobny, ale nie jest nieuchronny. Można mu zapobiec, jednakże muszą zostać spełnione pewne warunki. Dzisiaj wyobrażam je sobie następująco: 1. W PiS musi się odbudować nurt główny, o takim charakterze, jaki powyżej opisałem. W ciągu ostatniego miesiąca uległ on osłabieniu i jest w kłopotach, a to z tego powodu, że wypisał się z niego prezes partii. W jakimś sensie redefinicji uległo samo pojęcie nurtu głównego. Nie tworzy go wspólna, mająca rozbudowany sens polityczny odpowiedź na pytanie: za czym opowiada się partia?. Jest to wspólnota odpowiedzi: partia opowiada się za prezesem. Jestem politycznym realistą i dlatego nie lekceważę politycznej wagi takiej odpowiedzi. Ale w jej ramach likwidowana jest sama możliwość zadania innego pytania: a za czym opowiada się prezes? W moim przekonaniu takie warunki będą sprawiać, iż prezes wbrew własnym poglądom i chęciom będzie się stawał zakładnikiem nurtu katolicko-narodowego, a to dlatego, że on nie opowiada się za prezesem tylko za sobą. Ma w imię czego ryzykować i wie jak z sukcesem formułować własne postulaty, popierając je politycznym szantażem. 2. Odbudowa nurtu głównego z prezesem albo i bez niego jest zatem pierwszym warunkiem skutecznego przeciwstawienia się zagrożeniu radykalizacją albo podziałem. Warunkiem drugim jest przyjęcie zasady, że partia jako całość nie może być zakładnikiem jednego ze swoich skrzydeł. L.D. czas wpisu: 2008-04-11 23:48:23 |
| 21298 | Przewidywanie powyższe opieram na następujących przesłankach: europejski demos nie istnieje w całej Europie, a w Polsce nie istnieje jeszcze bardziej, o czym świadczy frekwencja w wyborach europejskich. W warunkach bardzo niskiej, oscylującej wokół 20 procent frekwencji (a takiej należy się spodziewać) do urn w 2009 pójdą wyborcy motywowani albo wiernością wobec partii albo interesem ideologicznym (jedno nie wyklucza drugiego). To sprawi, że nadwartościowane wobec realnego wpływu wcałym elektoracie będą formacje stawiające na mocny przekaz ideologiczny powiązany ze sferą o charakterze aksjologicznym (kwestie aborcji, bioetyki,moralności publicznej, religijnej lub antyreligijnej tożsamości). Z podobnym zjawiskiem mieliśmy już do czynienia: w ostatnich wyborach europejskich LPR uzyskała 16%, a w krajowych – 7%. Na taką polaryzację nastawia się SLD – stąd parady ważnych działaczy tej partii z homoseksualistami po Sejmie, pielgrzymki do Hiszpanii i stawianie na program „szoku zapaterystowskiego”, który dla SLD sformułował Sławomir Sierakowski. Z punktu widzenia SLD taka strategia nie jest pozbawiona sensu. Ale jeden biegun skrajności przyciąga lub tworzy drugi. Wspólna będzie definicja Unii Europejskiej jako narzędzia kulturowo-cywilizacyjnego przekształcenia tożsamości Polaków. Odmienne – wartościowanie. W takiej perspektywie wydaje się wysoce prawdopodobne, że albo PiS w okresie kampanii wyborczej transmutuje w jakiś neo-LPR (czemu staram się zapobiec z całych sił, a do czego drzwi otwiera nieświadomie Jarosław Kaczyński) albo też neo-LPR pojawi się poza PiS-em. I nie należy się pocieszać tym, że powtórzyć się może sekwencja z okresu wyborów minionych (bardzo dobry wynik LPR w wyborach europejskich, mniej niż średni w krajowych), gdyż nawet taka powtórka pozbawia PiS szans na powrót do władzy. L.D. czas wpisu: 2008-04-11 23:47:05 |
| 21297 | Z tego względu uważam za jeden z warunków powrotu PiS do władzy odbudowę wewnętrznej i zewnętrznej równowagi mojej partii. Nie będzie to zadanie łatwe samo przez się,bo do utraconej równowagi wraca się trudno, a i warunki nie są specjalnie sprzyjające. Nie sprzyjać bowiem będzie odbudowie efektywnej politycznie relacji między nurtem głównym PiS a nurtem katolicko-narodowym przewidywana polaryzacja polityki polskiej związana z wyborami do Parlamentu Europejskiego – pierwszym po przedterminowych wyborach parlamentarnych momentem „otwarcia” polskiego systemu partyjnego. O ile bowiem w krajowych wyborach parlamentarnych wyborcy wybierają z ograniczonej palety możliwości, to wybory europejskie i prezydenckie pozwalają zaistnieć na scenie politycznej środowiskom pozbawionym własnej reprezentacji parlamentarnej i usytuować się w roli potencjalnych kandydatów w kolejnych wyborach do Sejmu. A wszystko wskazuje na to, że debata i kampania przed wyborami europejskimi w 2009 roku zostanie zdominowana przez skrajnie zideologizowane nurty. L.D. czas wpisu: 2008-04-11 23:45:29 |
| 21296 | Z tego punktu widzenia Jarosław Kaczyński popełnił ciężki błąd zaczynając grę o warunki ratyfikacji traktatu lizbońskiego od groźby głosowania przeciw, w dodatku zapowiadając klubową dyscyplinę głosowania. Oznaczało to powiedzenie klubowi, partii i wyborcom, że PiS gotów jest umrzeć za postulaty eurosceptyków. Apetyty ludzkie, także w polityce, są nieograniczone i zburzoną równowagę wewnątrz partii trudno będzie przywrócić, bo raz uzyskawszy taką deklarację (co prawda niezrealizowaną) politycy odwołujący się do nurtu katolicko-narodowego czują się w prawie żądać coraz więcej. Zawsze jedno nieracjonalne ustępstwo naraża na konieczność czynienia następnych. L.D. czas wpisu: 2008-04-11 23:44:23 |
| 21295 | a poza tym, jak już wspominałem, jestem zdrowo pierdolnięty. free czas wpisu: 2008-04-11 23:42:00 |
| 21294 | Przyczyną drugą było to, że PiS jest duży i silny, a LPR była mała i słaba. To PiS wyprowadził katolicko-narodowy odłam polskiej opinii publicznej ze swoistego getta i pomógł zdobyć mu pozycję jednego z istotnych nurtów w polskiej debacie publicznej i w polskiej polityce. Ale PiS mogło odegrać taką rolę tylko i wyłącznie dlatego, że było dużo szersze niż nurt katolicko-narodowy, co oznacza, że dla tego segmentu polskich wyborców PiS jest atrakcyjne właśnie dlatego, że się od nich różni i to nie tylko w sprawach drugorzędnych. Jak zauważył kiedyś jeden z politologów poszczególni wyborcy bywają politycznie nieracjonalni, natomiast elektoraty w dłuższych sekwencjach czasowych zachowują się racjonalnie, jeśli tylko da im się taką możliwość.Wyborca katolicko-narodowy ma za sobą traumę pozostawania przez kilkanaście lat w okopach św. Trójcy i doświadczenie bezsilności. Pamięta, dzięki komu uzyskał na sprawy polskie realny wpływ. Przeżył upokorzenia związane z polityką bezsilnego świadectwa i wcale nie marzy o jej powrocie. Nie potrzebuje PiS w postaci bladej kalki LPR, bo wtedy będzie miał wszelkie racjonalne powody, by PiS porzucić. Skoro ma nie mieć wpływu, to lepiej nie mieć wpływu wśród uznawanych za bezdyskusyjnie swoich. Słabnięcie PiS-u jako formacji daleko wykraczającej poza nurt katolicko-narodowy, a nawet wchodzącej z nim w wewnątrzpartyjny spór, otwiera drogę do powstania nowej formacji na prawym skraju sceny politycznej. L.D. czas wpisu: 2008-04-11 23:27:54 |
| 21293 | Niemiecka chadecja przez dziesięciolecia zachowuje pozycję jednej z dwóch głównych partii dzięki temu, że jeśli duże grupy wyborców przesuwają się zdecydowanie na prawo tworząc tym samym sposobność, by miedzy chadecja a prawą ścianą pojawiła się partia, która może niebezpiecznie zbliżyć się do 5 procentowego progu wyborczego, to cała chadecja przesuwa się ostrożnie na prawo pozbawiając przez to tlenu potencjalną konkurencję. Polsce w latach dziewięćdziesiątych polską prawicę niszczyła rywalizacja szeregu partii, a zwłaszcza mordercza konkurencja miedzy PC a ZChN-em.„Solidarność” spacyfikowała na chwilę wewnątrz prawicowe konflikty tworząc AWS.Z różnych powodów AWS była dobrym narzędziem do zdobycia władzy i fatalnym jej sprawowania, co doprowadziło do rozpadu tej quasi-formacji. Prawo i Sprawiedliwość oraz LPR powstały na gruzach AWS (w jakimś stopniu na tym gruzowisku powstała też PO). LPR walczyła z PiS i w ramach koalicji rządowej,którą współtworzyła, i po jej rozpadzie w ostatnich miesiącach sejmu V kadencji. Wyborcy ukarali za to tę partię przerzucając głosy na PiS. Jedną z przyczyn, która umożliwiła ten proces była otwartość PiS na postulaty i obawy środowisk, które tu roboczo określę jako katolicko-narodowe. Dotyczyło to i dotyczy tak sfery obyczajowej i moralności publicznej, jak i polityki europejskiej, w której PiS ma, jak trafnie zauważył Norbert Maliszewski – dwa wymiary: opowiada się za integracją widząc w niej szansę i nie pozostaje głuche na obawy, traktując je nie tylko jako wyraz postawy lękowej, ale dostrzegając w nich element racjonalny. L.D. czas wpisu: 2008-04-11 23:25:42 |
| 21292 | Po„politycznej kompresji” wyborów 2007 roku, czyli redukcji liczby obecnych w parlamencie partii (celowo nie podaję ich liczby, bo w klubie LiD obecni są przedstawiciele trzech partii, ale wiadomo o co chodzi), w PiS mądrością obiegową i zdroworozsądkową stało się przeświadczenie, że warunkiem utrzymania szans na realny powrót do władzy oraz roli jednej z dwóch najważniejszych partii jest niedopuszczenie by na prawo od partii wyrosła siła polityczna o charakterze nie marginalnym. Jarosław Kaczyński był o tym przekonany już od wczesnych lat dziewięćdziesiątych i była to jedna z jego wielu trafnych intuicji politycznych. Pogląd taki ma uzasadnienie nie tylko w ocenie tych przesunięć preferencji partyjnych, które ujawniły się w 2007 roku (przejęcie przez PiS wyborców LPR), ale też przemyśleniu słabości prawicy w ciągu minionych kilkunastu lat oraz doświadczeń wielkich prawicowych partii w Europie Zachodniej, zwłaszcza zaś niemieckiej chadecji. L.D. czas wpisu: 2008-04-11 23:21:21 |
| 21291 | Tak ustalona relacja między nurtem głównym partii a nurtem eurosceptycznym nikogo wprawdzie do końca nie zadowalała, ale była politycznie efektywna. Ubocznym efektem burzliwych wydarzeń ostatnich tygodni jest jej destrukcja i powstanie w PiS na istotnym obszarze polityki europejskiej sfery politycznej niepewności. Otóż moim zdaniem ta sfera niepewności powinna zostać jak najszybciej zlikwidowana wraz z odbudową politycznie efektywnej relacji między nurtem głównym a nurtem eurosceptycznym i to nie tylko dlatego, że partii politycznej aspirującej do powrotu do władzy nie stać na hodowanie sfery niepewności w obszarze polityki europejskiej. Rzecz dotyczy kwestii jeszcze istotniejszej: czy PiS zachowa zdolność do powrotu do władzy? L.D. czas wpisu: 2008-04-11 23:17:40 |
| 21290 | Tak ujawniony problem (piszę „ujawniony”, bo nie ja go postawiłem, on postawił sam siebie) odsyła do prostego pytania: skoro PiS jest partią wielonurtową, to czy ma nurt główny i jakim korytem on się toczy? Jeszcze do niedawna samo postawienie takiego pytania uznawałbym za bezpodstawne, a pytanie za niewymagające odpowiedzi. Każdy kto w wyborach 2007 roku kandydował z listy PiS wiedział przed wyborami, że to prezydent Lech Kaczyński i premier Jarosław Kaczyński wynegocjowali traktat lizboński, uznali, a wraz z nimi PiS, że był to sukces, a próby zadawania pytań o realność tego sukcesu prowadziły do zawieszenia w prawach członka partii. Innymi słowy każdy wiedział, że PiS opowiada się za integracją europejską, także za traktatem lizbońskim. W odróżnieniu od środowisk euro entuzjastycznych PiS wie, że proces integracji stwarza realne problemy związane z suwerennością, ale rozwiązania tych problemów poszukuje poprzez dyskusję o kształcie integracji, a nie poprzez jej odrzucenie. Tak jako jeden z założycieli PiS widziałem główny nurt mojej partii. W jej ramach nurt eurosceptyczny skupiał się nie nad refleksją nad pożądanym kształtem integracji europejskiej, ale na diagnozowaniu i wskazywaniu zagrożeń, wysuwając pod adresem kierownictwa, czy też nurtu głównego,postulaty, by te zagrożenia uchylić, bądź zminimalizować. Jest przy tym oczywiste, że każdą odpowiedź na te postulaty, każdą propozycję rozwiązania biorącą pod uwagę zastrzeżenia, przedstawiciele nurtu eurosceptycznego traktowali jako niezadowalającą. Inaczej być nie mogło, ponieważ częścią ich tożsamości politycznej jest sprzeciw wobec integracji europejskiej – członkowie klubu PiS,którzy dziś formułowali najdobitniej sprzeciw wobec traktatu lizbońskiego, w2004 roku opowiadali się przeciwko członkostwu Polski w Unii Europejskiej. Z ich punktu widzenia nie ma pożądanego kształtu integracji, są tylko kształty mniej lub bardziej niepożądane. L.D. czas wpisu: 2008-04-11 23:13:47 |
| 21289 | Nie sądzę natomiast, bym wyrządził mojej partii jakąś szkodę, przywołując powszechnie znane fakty, które wskazują na istnienie problemu, oraz proponując sposób jego rozwiązania. Otóż po trzech tygodniach dość raptownych i niezrozumiałych dla członków klubu spoza najściślejszego kręgu kierowniczego zwrotów, a nie wykluczam, że niezrozumiałych także dla członków najściślejszego kręgu kierowniczego, krąg kierowniczy w osobach prezesa Kaczyńskiego i przewodniczącego Gosiewskiego zaapelował o jak najliczniejsze głosowanie za ratyfikacją. 40 procent posłów i 60 procent senatorów z PiS tego wezwania nie posłuchało, przy czym dotyczy to także niektórych członków Komitetu Politycznego. Nie sądzę, by ujawniony przez te decyzje problem można było zamilczeć stwierdzeniem, że w takiej partii jak PiS istnieje w sposób naturalny nurt eurosceptyczny. Chyba, że ktoś doda, iż ten właśnie nurt wyznacza główne koryto rzeki, tylko po co, w takim razie, wystosowywać nieskuteczne apele? L.D. czas wpisu: 2008-04-11 23:00:19 |
| 21288 | Wydarzenia trzech tygodni poprzedzających głosowanie w Sejmie będą prawdopodobnie w samym PiS przedmiotem dyskusji. Piszę „prawdopodobnie”, bo nie wykluczam, że pojawi się dążenie do tego, by poważne problemy i wewnętrzne napięcia po prostu zamilczeć. Póki jednak istnieje nadzieja na taką dyskusję, to tu oraz w prasie będę w ujawnianiu moich opinii dość powściągliwy. L.D. czas wpisu: 2008-04-11 22:57:04 |
| 21287 | Jeszcze przed deklaracją prezesa Kaczyńskiego zapowiadającą możliwość głosowania przeciw ratyfikacji, oświadczyłem na tym blogu, że sam będą głosował za ustawą ratyfikującą. Spotkałem się z zarzutem, że moje deklaracje osłabiają siłę negocjacyjną PiS. Merytorycznie zarzut ten uznaję za wątpliwy, ale ponieważ wiem, że stale szuka się pretekstu, który pozwoliłby wobec członków i sympatyków partii uzasadnić wyrzucenie mnie, to postanowiłem takiego pretekstu nie tworzyć i o podjętej decyzji oraz jej uzasadnieniu publicznie milczałem.Wypowiadałem się jedynie o możliwym kształcie kompromisu i tak się szczęśliwie stało, że w dziesięć dni po tym, jak w wywiadach dla „Rzeczpospolitej” i RMF FM zarysowałem dość precyzyjnie jego kształt, prezydent Kaczyński i premier Tusk wpadli w Juracie na dokładnie taki sam pomysł. L.D. czas wpisu: 2008-04-11 22:40:17 |
| 21286 | BARDZO POWAŻNY WPIS O PARTII, POWROCIE DO WŁADZY, BIOETYCE, RWĄCYM POTOKU I RZECE L.D. czas wpisu: 2008-04-11 22:38:12 |
| 21285 | Czy w związku z tym należy się bać? Nie. Polacy się nie boją ani Niemców, ani Rosjan, ani nikogo - co zresztą udowodnili nieraz w swojej historii. Polacy boją się tylko Boga. Odzyskanie niszczonej przez obecną ekipę Polski będzie zależało od tego, na ile jesteśmy w stanie tę Polskę odwojować - i w jaki sposób. Ale na pewno nie powinniśmy się bać, to w końcu nasz, a nie Ich kraj - więc nie dajmy się ogłupić do reszty. free czas wpisu: 2008-04-11 22:13:37 |
| 21284 | Tak czy tak większość ekip rządzących z obecną na czele stanowiła i stanowi lustrzane odbicie "gabinetów tworzonych przez komunistów, zaś postkomunizm w ostatecznym rozrachunku różni się od komunizmu jedynie sposobami realizacji politycznych celów (dzisiaj rolę wojskowych czy milicyjnych oddziałów pacyfikujących spełniają odpowiednie media). Ta sama arogancja rządzących, to samo poczucie całkowitej, absolutnej bezkarności ("w końcu stoją za nami Oni"), ta sama konsekwencja w rozwalaniu państwa - to samo liczenie na bezmiernę głupotę Polaków, z którymi można uczynić wszystko, byleby mieli co jeść i co poglądać w telewizji. free czas wpisu: 2008-04-11 22:06:49 |
| 21283 | Z kolei pomysł, by zubożałe i zadłużone państwo wypłacało odszkodowania za niemieckich czy bolszewickich okupantów, w sytuacji, gdy ani Niemcy, ani ZSSR czy potem Federacja Rosyjska nie poczuwały się do zrekompensowania nam strat wojennych i powojennych w Polsce, można by potraktować jak jakiś arcyabsurdalny koncept, jako czysty nonsens polityczny i ekonomiczny, gdyby nie to, że pomysł ten idealnie wpisuje się w plan całkowitej degradacji naszej państwowości. Tuskowi zatem też się będzie należała nagroda od tych, w interesie których pracuje, czyli od Onych. Sama PO to są "oni", prawdziwi Oni kierują peokratami tak, jak kręci się dziecięcym bączkiem. Można jedynie zadawać sobie pytanie, czy aż tyle pieniędzy dostaje się za tego typu demontaż państwa od Onych, czy też rzekomo polscy pilitycy robią to na razie "for free" i "dla idei", gdyż obiecane apanaże zostaną im przydzielone dopiero po wykonaniu zadania ("dokonajcie rozwałki tak, by Polska stała się dla nas jednym wielkim placem budowy, a my zobaczymy, co się da dalej zrobić"). free czas wpisu: 2008-04-11 21:38:15 |
| 21282 | W dziedzinie destrukcji kulturowej prym wiedzie matematyczka K. Hall, która minęła się z powołaniem, jesli chodzi o pielęgnowanie humanizmu - powinna stać choćby na czele peerlowskiego TKKŚ, a teraz zostać przewodniczącą jakiegoś Towarzystwa Krzewienia Nowej Kolektywizacji. Jej pomysły zmierzające do całkowitej degradacji edukacji dzieci i młodzieży stanowią bowiem spójną i precyzyjną całość, za który władze Niemiec powinny uhonorować Hall jakąś specjalną nagrodą państwową im. Bismarcka. free czas wpisu: 2008-04-11 21:15:42 |
| 21281 | Wybór PO, jako partii realizującej program tego właśnie demontażu był nieprzypadkowy. Odzyskanie pełni władzy przez komunistów było niemożliwe (udawali, że liżą rany po aferach korupcyjnych i rozmaitych "taśmach"Oleksego, Gudzowatego itd.), a poza tym, nawet gdyby było możliwe, to mogło wywołać nieprzewidziane skutki w postaci trudnych do opanowania protestów społecznych (czerwoni wiedzą, że zabyt ostentacyjnie nie mogą po zamordyzm sięgać, bo ludziom mogą się stare hasła antykomunistyczne przypomnieć, zaś czerwony jest silny i dzielny, dopóki stryczka dla zdrajcy nie zobaczy). Rozpoznanie walką przeprowadzono za pomocą PO, która w znakomity sposób realizuje zadania doprowadzenia naszego kraju do kompletnego (kulturowego, ekonomicznego i politycznego) upadku. free czas wpisu: 2008-04-11 21:04:18 |
| 21280 | Dziś widać, że dwuletnie, szarpane nieustannie z wszystkich stron, rządy koalicji z PiS-em na czele, musiały się Im wydać nie tylko "wypadkiem przy pracy" w trakcie "budowy demokracji" (coś się wykmnęlo spod wieloletniej kontroli), ale koronnym dowodem na to, że program DEMONTAŻU PAŃSTWA należy przyspieszyć i tym razem doprowadzić do końca, z żelazną konsekwencją, tak, by każdy obywatel miał na tyłku wypalone słowo "koniec" i by się raz na zawsze z tym pogodził. free czas wpisu: 2008-04-11 21:03:15 |
| 21279 | free, jesteś historycznym ślepcem i analfabetą. Opisujesz objawy bez podania przyczyn. Za wszystko co się w Polsce działo po 1945 odpowiedzialni są Amerykanie, Anglicy I Francuzi. Żabojadom przypada szczególnie niechlubne pierwsze miejsce> Gdyby Ci podli zdrajcy wywiązali się w 1939 z przyjętych na siebie zobowiązań nie byłoby PRLu. Reszta to tylko bogoojczyźnianie pieprzenie nawiedzonych katoprawicowych frustratów. ufka czas wpisu: 2008-04-11 20:58:27 |
| 21278 | Przykryto więc stare śmieci brezentem "budowy demokracji" i uznano, że wszystko jest OK, ponieważ głupota narodu polskiego jest tak wielka, że wystarczy zwiększyć ilość kanałów telewizyjnych, zapełnić sklepy i nieco pozamiatać ulice co większych miast, uchylić nieco granice i przestać pitolić o komunizmie, by naród ten był szczęśliwy i głosował w wyborach raz to na koncesjonowaną lewicę, raz to na koncesjonowaną prawicę, dla równowagi politycznej. free czas wpisu: 2008-04-11 20:57:31 |
| 21277 | W latach 80. komuniści (wraz ze swoją "intelektualną" świtą) uznali, że jedyną drogą do ich przetrwania będzie upodobnienie bloku sowieckiego do zbioru państw demokratycznych w stylu zachodnim - oni sami zaś mieli przyjąć postać "socjaldemokratów" troszczących się o "byt człowieka" zahukanego przez krwiożerczy, bezduszny kapitalizm. Mimikra, jaką zastosowano, przyjęła postać "odgórnego reformowania" skostniałego systemu. Wcześniej zdiagnozowano, rzecz jasna, że oprawa ideologiczna sowietyzmu jest bliska sercu najwyżej najbardziej zbetoniałym komunistom (typu K. Mijal), którymi specjalnie czerwoni taktycy się nie przejmowali (ludzie z betonu zresztą zawsze woleli "iść z większością" aniżeli się stawiać, by przypadkiem "konieczność dziejowa" ich nie odstawiła od konfitur władzy), wobec tego nikt specjalnie nie będzie protestował, gdy marksizm-leninizm zniknie z życia publicznego - z uczelni, ze szkół, z "zarządzania masami robotniczo-chłopskimi i inteligencją" (z tego, co pamiętam, to chyba na lubelskim UMCS-ie marksiści z niezmordowanym Z. Cackowskim bronili swojego marksistowskiego przyczółka najdłużej, nie godząc się na te administracyjne zmiany). free czas wpisu: 2008-04-11 20:50:14 |
| 21276 | Moralną odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponosi kościół katolicki, który na początku lat dziewięćdziesiątych dał pokaz bezprzykładnego cwaniactwa w okradaniu państwa, a tym samym wskazał kierunek postępowania. ufka czas wpisu: 2008-04-11 20:48:31 |
| 21275 | Ktoś, kto wie, jak działa sowiecka agentura (a sporo przecież jest publikacji na jej temat), ten musi mieć świadomość istnienia mechanizmu obronno-taktycznego polegającego na agenturalnej zdolności do mimikry. Rozpracowywanie środowisk niepodległościowych (czy szerzej "kontrrewolucyjnych", "reakcyjnych", "antysocjalistycznych") powierzano wszak ludziom, którzy tak idealnie potrafili się upodobnić do tych, których mieli zwalczać, że przez długi czas (trwać to mogło nawet latami) byli dla tych ostatnich zupełnie nierozpoznawalni właśnie jako agenci. Oczywiście wiązało się to ze znakomitą wiedzą z psychologii. E. Matkowska w swej niezwykle ciekawej książce "System. Obywatel NRD pod nadzorem tajnych służb" (Arcana, Kraków 2003) szczegółowo opisuje podstawowe wytyczne tzw. psychologii operacyjnej, którą wykorzystywała komunistyczna bezpieka w celu rozpracowywania przeciwników politycznych. free czas wpisu: 2008-04-11 20:48:15 |
| 21274 | Jedną z podstawowych przesłanek do mówienia o zniknięciu komunizmu, była ta, że przecież nie ma już monopolu medialnego, nie ma "jedynej partii", nie ma przede wszystkim ideologii, którą wtłaczano do głów dzieciom, młodzieży, dorosłym i starcom - dzień w dzień, bez wytchnienia. Dyskretnie pomijano to, że ŻYJĄ i DOBRZE SIĘ MAJĄ KOMUNISTYCZNI ZBRODNIARZE, że ŻYJĄ I DOBRZE SIĘ MAJĄ KOMUNISTYCZNI IDEOLODZY, DZIENNIKARZE, POLITRUCY etc. Zmieniono szyld (i to też po perturbacjach, bo dopiero w grudniu 1989 nazwa sowieckiej republiki "PRL" została zamieniona na "RP", no i w ten sposób W. Jaruzelski z prezydenta PRL-u przepoczwarzył się w ciągu jednego dnia, dzięki legislacyjnej pomysłowości posłów wolno-pezetpeerowskiego parlamentu, w prezydenta RP), odmalowano fasadę budynku i stwierdzono, że można mieszkać z tymi samymi złodziejami, którzy dotąd mieszkańców terroryzowali. Nie dość, że uznano, że złodzieje nie muszą niczego oddawać, to zapewniono tym złodziejom o wiele lepszy wikt i opierunek niż mieli wcześniej i odtrąbiono istnienie wolnego, niepodległego państwa. free czas wpisu: 2008-04-11 20:45:59 |
| 21273 | A poza tym jestem kopnięty w tyłomóżdże przez rocznego źróbka od sołtysa free czas wpisu: 2008-04-11 20:44:33 |
| 21272 | I nieco dalej: "Ludzie nie żyjący w komunizmie nie pojmują dlaczego tam mówi się: „zupa w komunizmie”, „komunistyczny bilard”, ,,pisarz w komunizmie”, „komunistyczne pomidory” Używa się tam także na co dzień zwrotu „oni”, który oznacza komunistów, zarówno rządzących jak również tylko ludzi wyznających komunizm jako światopogląd. (...) Mój stosunek do komunizmu jest prostym wynikiem mego życia w komunizmie. W ciągu tych lat nauczyłem się nienawidzić komunizmu za zawarte w nim zło. A także bać się go ze względu na jego metafizyczną zdolność do zawierania w sobie coraz więcej i coraz więcej i coraz więcej zła." free czas wpisu: 2008-04-11 20:39:22 |