Odwiedz sponsora ksiegi!
Darmowe księgi gości. Załóż własną księgę!

Właściciel księgi: Pierwszy sekretarz

W księdze jest 30740 wpisów.

Jesteś 914970 osobą oglądającą tę księgę.

[ Pierwsza strona ][ Poprzednia strona | Następna strona ][ Ostatnia strona ]

Powrót na stronę WWW | Dopisz się do księgi

15040
Z drugiej strony, wedle słynnych słów lekarza (i ateisty) Stevena Weinberga - przypomnianych przez Dawkinsa i Dennetta - dobrzy ludzie zwykle czynią dobro, a źli zło, ale żeby skłonić dobrego człowieka do złego uczynku, „potrzeba już religii”. Ciężko jednak uwierzyć, że ludzie, którzy negują naukę ze względów religijnych, podzielą tezy książek, które odrzucają nie tylko ich idee, ale też ich samych.

W naszym społeczeństwie, złożonym w przeważającej mierze z wierzących, ważne jest – podkreśla Roughgarden - żeby rozumiano zagadnienia współczesnej nauki. „Bardzo bym chciała porozmawiać o moralnych aspektach biotechnologii z wierzącymi, ale większość kościołów i ich przywódcy nie są na to gotowi” – pisze autorka „Evolution and Christian Faith”.

Być może kolejna książka, „Six Impossible Things Before Breakfast” (Sześć niemożliwych rzeczy przed śniadaniem), pomoże wypełnić tę lukę. Jej autorem jest Lewis Wolpert, biolog z University College London. Wolpert pisze o tym, w jaki sposób ludzie myślą o zależnościach przyczynowo-skutkowych, powołując się między innymi na eksperymenty dotyczące sposobu, w jaki rozumujemy i oceniamy ryzyko, a także złotych zasad i uprzedzeń, którymi kierujemy się przy podejmowaniu decyzji. Przygląda się zjawisku, które określa jako „wiarę w przyczynę”, czyli przekonaniu, że wydarzenia i warunki, których doświadczamy, mają przyczynę, być może nadprzyrodzoną.
ham

czas wpisu: 2006-08-01 22:34:57

15039
Rzecz jasna, nie udało się wiarygodnie podważyć teorii Darwina. Ale co z tego? Teoria ta nie wypowiada się w kwestii istnienia Boga. Można się spierać, jaka wyższa istota działałaby w tak przypadkowy sposób, ale to nie dowodzi jeszcze jej nieistnienia. (…)

Psychologia ewolucyjna jako pryzmat, przez który obserwujemy współczesne ludzkie zachowania, wywołuje wiele wątpliwości. Krytycy odrzucają ją, jako jedną z historii wymyślonych na usprawiedliwienie status quo, toteż dziwne jest wykorzystanie jej jako broni przeciw fabularnym aspektom religii.


Trzeba zatem spytać, dla kogo napisano te książki? W przypadku Collinsa, Roughgarden czy Gingericha łatwo o odpowiedź. Po pierwsze, dla młodych ludzi wychowanych w religijnych rodzinach, którzy w szkole konfrontują naukową rzeczywistość z przekazami szkółki niedzielnej. – Uderzające jest - pisze Roughgarden - że „debata” na temat nauczania teorii ewolucji nie dotyczy roślin ani zwierząt, ale Boga, i pytania, czy nauka zagraża wierze w niego.

Po drugie, jak to wyraził Collins, kiedy religie wymagają wiary w „stwierdzenia z gruntu fałszywe”, zmuszają ciekawych i inteligentnych wiernych do odrzucenia nauki, „de facto do popełnienia intelektualnego samobójstwa”, co określił jako „straszne i niepotrzebne”.

Ale czy nauka wymaga wyrzeczenia się wiary? Niekoniecznie, i z pewnością nie do końca, dowodzą autorzy. Czytelnicy zdadzą sobie sprawę, że nie sposób zarzucać amoralność wszystkim naukowcom. Książki uspokoją tych, którzy się boją, że nauka i etyka mogą znaleźć się w stanie wojny – możliwość, na którą powołał się niedawno prezydent Bush wetując prawo do badań nad komórkami macierzystymi.
ham

czas wpisu: 2006-08-01 22:33:29

15038
Gdyby jego naukowa wysokość nie był tak nieosiągalny, kolejny autor - biolog E.O. Wilson z Harvardu dołączyłby do tego grona, twierdząc że religia i nauka powinny wspólnie walczyć o szacunek dla natury czy - jak to nazywa w swojej nowej książce - „The Creation” - stworzenia. Pisze, że choć odszedł od wiary (określa się jako „świecki humanista”), to ma nadzieję, że gdyby „religia i nauka mogły się spotkać na wspólnym gruncie troski o ochronę środowiska przyrodniczego, problem wkrótce udałoby się rozwiązać”.

Te głosy, pochodzące ze środowiska, gdzie jakakolwiek wiara religijna bywa traktowana jako myślenie magiczne, wymagały odwagi. Jednak autorzy innych nowych książek, prezentujący odmienne podejście, twierdzą, że im też nie było łatwo.


W „Breaking the Spell: Religion as a Natural Phenomenon” (Czar prysł: Religia jako zjawisko naturalne), Daniel C. Dennett, filozof i epistemolog, nieustannie odnosi się do „odważnych badaczy” (w tym samego siebie), którzy kwestionują religię. W „The God Delusion” (Iluzja Boga), Richard Dawkins, profesor z Oxfordu, przyrównuje religię do choroby i usiłuje przekonać czytelników, że ateizm jest aktem odwagi.

Oczywiście, podobnie jak wierzący nie potrafią udowodnić, że Bóg istnieje, rzecznicy ateizmu zdają sobie sprawę, że nie udowodnią tezy przeciwnej (w każdym razie jeszcze nie teraz). Zamiast tego, Dawkins i Dennett wysuwają dwa główne argumenty: a) teoria ewolucji jest słuszna, a kreacjonizm, podobnie jak pokrewna mu teoria rozumnego planu stworzenia – nie; b) dziedzina badań zwana psychologią ewolucyjną potrafi wyjaśnić, dlaczego wierzenia religijne są powszechne wśród gatunku homo sapiens. (…)


ham

czas wpisu: 2006-08-01 22:32:45

15037
Dziś - kiedy prawne wsparcie obiecujących badań naukowych napotyka na religijny sprzeciw, kreacjoniści naciskają na szkolnictwo, żeby nauczało doktryny na równi z teorią ewolucji, i nawet teoria wielkiego wybuchu spotyka się z krytyką - trzeba odwagi, żeby naukowym głosem przychylnie mówić o religii.

To właśnie robią Francis S. Collins, Owen Gingerich i Joan Roughgarden w swoich nowych książkach, zabierając po jednej stronie głos w sporze, czy wiara w Boga może współistnieć z wiarą w metody naukowe.


W „The Language of God” (Język Boga) Collins, genetyk przewodniczący amerykańskiemu rządowemu programowi rozszyfrowania ludzkiego genomu, opisuje własną drogę od ateizmu do gorliwego chrześcijaństwa.

W „God’s Universe” (Wszechświat Boga) Gingerich, emerytowany profesor astronomii z Harvardu opowiada, jak „osobiście przekonał się, że istnieje superinteligentny Stwórca w kosmosie i poza nim”.

Wreszcie w „Evolution and Christian Faith” (Teoria ewolucji a wiara chrześcijańska), Roughgarden, córka misjonarzy kościoła episkopalnego i biolożka ewolucyjna na Uniwersytecie Stanforda, opowiada o swoich usiłowaniach pogodzenia perspektywy indywidualnej i ewolucyjnej – zadanie tym bardziej skomplikowane w jej przypadku, że jest osobą, która przeszła operację zmiany płci, więc jej poglądy różnią się niekiedy od konwencjonalnego darwinowskiego myślenia o tożsamości płciowej.
ham

czas wpisu: 2006-08-01 22:31:19

15036
Poniedziałkowa "Gazeta Wyborcza" napisała, że, zgodnie z "niemal oficjalnym" projektem Jarosława Kaczyńskiego, obecny szef LPR Roman Giertych miałby być - w wyniku fuzji obu partii - wiceszefem PiS i liderem jego endeckiego skrzydła.

Prasowe spekulacje Gosiewski nazwał "czystą wirtuologią". "Jesteśmy zainteresowani, żeby chrześcijańsko-ludowo-narodowa koalicja PiS-Samoobrona-LPR przetrwała dłużej niż jedną kadencję. Ta koalicja sprawdziła się, chcemy więc, żeby funkcjonowała także w przyszłości" - powiedział polityk PiS dziennikarzom. Dodał, że w jego partii nie przewiduje się także - wbrew sugestiom niektórych gazet - "większych zmian" w ordynacji wyborczej do parlamentu.

Gosiewski przyznał, że PiS jest zainteresowane zmianą samorządowej ordynacji wyborczej, by - jak tłumaczył - w przedstawicielskich organach władzy terytorialnej powstały "trwałe większości".

"Mamy dziś sytuację poważnego rozdrobnienia i możliwość blokowania decyzji przez różne komitety lokalne. Blokowanie list (wyborczych partii - PAP) umożliwiłoby powstawanie stabilnych większości, bo ktoś musi być odpowiedzialny za zmiany w samorządach w ciągu czterech lat" - argumentował minister.

Lider LPR Roman Giertych wykluczył stworzenie jednej partii z PiS. "Są poważne różnice polityczne i programowe, których nie da się zrealizować w ramach jednej partii. Współpraca i koalicja tak, jedna partia nie" - oświadczył Giertych.

Podkreślił, że na jesieni Liga planuje podjęcie tematów, na które - jak dodał - nie wie jak zareaguje PiS. Mają to być m.in.: kara śmierci, sprawy związane z reformą majątku narodowego, podatki prorodzinne. "To są rzeczy, które PiS poprze, albo nie poprze" - ocenił Giertych.
ham

czas wpisu: 2006-07-31 23:09:01

15035
* Wiara w absolutne znaczenie dobra i cnoty. Sokrates głosił, że cnota (gr. arete, starożytne pojęcie oznaczające tężyznę życiową, szlachetność, dzielność) jest dobrem bezwzględnym, czym przeciwstawiał się relatywizmowi sofistów. Jest też dobrem najwyższym, o które człowiek winien zabiegać, nie licząc się z niebezpieczeństwami i śmiercią ("Czyż nie wstydzisz się dbać o pieniądze, sławę, zaszczyty, a nie o rozum, prawdę i o to, by dusza stała się najlepsza?").

* Tożsamość dobra i wiedzy. Według Sokratesa cnota jest wiedzą ("Jest to jedno i to samo wiedzieć, co jest sprawiedliwe i być sprawiedliwym."). Ludzie czynią źle z niewiedzy, czy raczej wiedzy pozornej. Stanowisko takie nazywa się intelektualizmem etycznym. Wynika z niego, że cnoty można się nauczyć, a od nas samych zależy, czy dobro to nabędziemy.

ham

czas wpisu: 2006-07-31 23:06:08

15034
Przesłuchanie Moniki Olejnik
Dziennikarka Monika Olejnik została przesłuchana w katowickiej prokuraturze apelacyjnej jako świadek w śledztwie dotyczącym ujawnienia tajemnicy państwowej. Chodzi o ujawnienie treści tajnego zarzutu, postawionego znanemu lobbyście Markowi D.
Olejnik została wezwana do prokuratury, bo to w jej audycji w Radiu Zet - w marcu ubiegłego roku - były zastępca prokuratora generalnego Kazimierz Olejnik opowiedział o tajnym zarzucie postawionym lobbyście przez łódzką prokuraturę. Nagranie programu jest jednym z dowodów w sprawie.

"Postępowanie toczy się od marca tego roku. Zmierza do wyjaśnienia, kto ujawnił tajemnicę państwową z jednego z postępowań dotyczących Marka D., konkretnie jednego z zarzutów, który był zarzutem tajnym" - powiedział po przesłuchaniu Moniki Olejnik rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach Leszek Goławski. Dodał, że przesłuchanie dziennikarki trwało około 45 minut i "dotyczyło okoliczności związanych z programem radiowym, który prowadziła".

Nie wiadomo, jak długo potrwa postępowanie w tej sprawie. Śledczy chcą ustalić wszelkie okoliczności ujawnienia informacji o zarzucie postawionym Markowi D.

"Weryfikowane są różne wersje wydarzeń, które się rozegrały. Przede wszystkim chodzi o ustalenie kręgu osób, które mogły tę tajemnicę ujawnić" - zaznaczył rzecznik.

Jak podkreślił Goławski, jak dotąd w sprawie nikomu nie przedstawiono zarzutów. Ponieważ postępowanie dotyczy ujawnienia tajemnicy, prokuratura nie ujawnia jego szczegółów.

Sprawę prowadzi prokuratura katowicka, bo to w niej toczy się kilka innych śledztw, w których pojawia się nazwisko Marka D. Akta spraw związanych z lobbystą dotarły do Katowic z Łodzi w grudniu zeszłego roku. O ich przekazaniu zdecydowała Prokuratura Krajowa.
ham

czas wpisu: 2006-07-31 20:19:52

15033
Czuję się wolny
2006.07.31 09:22
Skończyłem z premierostwem mocnym akcentem. Pojechałem do Sopotu, do przyjaciół, żeby odpocząć, ale też popracować. Kapitalnie. Czuję się wolny. To był doskonały pomysł. Trzy dni dyskusji, analizy, burzy mózgów, sporów i kłótni na temat Warszawy i fizyczna „orka”. Tego mi było potrzeba. Sama rozmowa o Warszawie jest fascynująca. Potencjał tego wspaniałego miasta. Ogromny. Ciągle uwięziony, ale ogromny. Ta fascynująca historia i determinacja, a dziś młodość, tryskająca młodość. Przyzwyczaiłem się do stert papierów, ale tyle dokumentów na temat Warszawy poraża. Wiem, wiem … muszę to wszystko przeczytać. Ale debata jest przyjemniejsza i bardziej twórcza. Znów muszę przyznać, że różnorodność naszego teamu jest jego podstawową wartością. Każdy „od innej matki”, każdy z innymi talentami i wiedzą, każdy z zupełnie innym temperamentem, a wszyscy razem możemy wszystko. No może prawie wszystko.

Zastanawiałem się jak wyrzucić z siebie cały balast rządzenia, cały stres i ogromne napięcie gromadzone przez 9 miesięcy. Jak urodzić coś nowego, zupełnie innego? Co zrobić by nie wpadać w rutynę i dać powiew świeżości. Wybór sportowej walki okazał się trafiony. Walczenie rękoma i nogami a właściwie całym ciałem z morzem, z falami dawały świetny rezultat. Jak dobrze pływać delfinem, można bić, walić nie robiąc nikomu krzywdy. Czułem jak zostawiam w wodzie „coś” co mi nie jest już potrzebne. Później katamaran i ekscytująca wywrotka. Dalej motorówka, skuter wodny, kajak na ponad metrowej fali,… to jest to „co misie lubią najbardziej”.
ham

czas wpisu: 2006-07-31 20:00:32

15032
ile to darmozjadów żeruje na zdrowtnych składkach

NFZ
opieka zdrowotna komunalna gmin dzielnic
opieka spoleczna
oswiata
urzedy pracy

bidaki nie maja pracy dostaja zasilki no i ptracuja nacarno alebo na saxach

wszytkie te organy powielahja swoją robote doja unijne żródła a bidaki gowno z tego mają

dadza im dyplomy i nic zadnej pracy zadnej pomocy ale darmozjady maja wane zadania sprzwozdawcze i wykazuja postęp

a na ulicy co a no unikne tym razem prawdziwie męskiego złorzeczenia

i powiem OK jest jak jest ok is as is


ham

czas wpisu: 2006-07-31 19:58:35

15031
Szef NFZ straci stanowisko
PAP 17:10

Przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów Przemysław Gosiewski zapowiedział, że na przełomie sierpnia i września zostaną dokonane zmiany w kierownictwie Narodowego Funduszu Zdrowia.

Według Gosiewskiego, decyzje te będą mieć związek z planowanymi na październik podwyżkami wynagrodzeń dla pracowników służby zdrowia. Ich przeciwnikiem jest obecny prezes NFZ Jerzy Miller - przypomniał minister. Zapewnił, że podwyżki dla lekarzy i pielęgniarek zostaną wypłacone terminowo.


REKLAMA Czytaj dalej



Jak powiedział dziennikarzom Gosiewski, minister zdrowia - osoba odpowiedzialna za politykę zdrowotną - musi mieć narzędzie realizacji polityki zdrowotnej, a tym narzędziem jest NFZ.

Stosowne rozwiązania ustawowe zostały już przeprowadzone przez parlament, czekają teraz na podpis prezydenta. Gdy to się stanie, zmieni się sytuacja i będzie możliwy wpływ na kierownictwo NFZ - dodał minister.

20 lipca parlament zakończył prace nad zmianami w ustawie zdrowotnej, zgodnie z którymi premier (a nie, jak obecnie, Rada NFZ) na wniosek ministra zdrowia będzie powoływał i odwoływał prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia. Aby nowelizacja weszła w życie, musi jeszcze zostać podpisana przez prezydenta. (bart)
ham

czas wpisu: 2006-07-31 19:54:09

15030
Nikt o normalnych zmysłach nie chiałby pracowac za 250 euro w Niemczech. Ani nie za 500 euro. Trudno zlaąść chetnych za 1000 bo to jest wysokosc zasiłku. Za 3000 brutto parcuje pielęgniarka na pół etatu i ma pomoc dla dziec w ieku szklnym kształcących sie do 26 roku życia.

Nic dziwnego, ż emłodzi z tego pierdolnika uciekaja no ale biada dzisiejszym 50-latkom.

Niestety odpuscili i jak Jagiełlo pod Grunwaldem ze zwycieśtwa nie wyciągneli żadnych korzysći. Córka Cimoszewicza jest przynajmniej w USA a on sam w knieji koło Hajnówki ma rozpierdol co zrobi Olejniaczak głęboko w dupie.

No coż - im tu gorzej to takik jak ja lepiej.

Pensje za 899 złotych - gdzie jest taki raj. Chyba tylko w Indiach i w Chinach. Raj dla inwestycji.

A komunistów jebał pies. Przynajmniej bez owijania w bawełne matołki usłysza to co o nich wszyscy naświecie myśłą.
ham

czas wpisu: 2006-07-31 14:10:06

15029
zostały ustalone pewne sprawy do budowy społecznej organizacji.

Wyjechałem z Polski i do niej powróciłem.

Smierć na obczyznie to nie dla mnie - za smutno. Tu jest goło ale wesoło.

OK.
ham

czas wpisu: 2006-07-31 14:04:21

15028
warto dązyć do ideału. do absolutu. i zaniechać pazerności.

lenistwo i pycha obżarstwo eLYT to najgorsze grzechy w Polsce oprócz skrajnej niewiedzy.

Głupote należy plenić 0 podróże kształcą.

Kiedyś miałem tylko jedno życzenie wyjechac z tego kraju.
ham

czas wpisu: 2006-07-31 11:09:59

15027
szanuj ocja i matke swoją, kochaj bliźniego jak siebie samego, żródłem zła jest niewiedza, człowiek szlachetny, nic nie zmieniać, gaszenie pragnienia

inspiracja i przesłania z Biblii, Nowego Testamentu, Konfucjusza, Lao-tse, Buddy, Zaratrusty i Sokratesa nawet we współczesnym świecie nadal są niezwykłe aktualne dla naszego praktycznego ziemskiego życia i są możliwe do realizacji według teorii nauki, systemów, działania, teorii złożonoci i ewolucji w procesie dyssypatywnej samopodobnej organizacji.

Kązdy proces polityczno-społeczny jest inna emancja psychologii, neurofizjologii, biochemii, fizyki w orrganizacji lokalnej wobec wszechwładnej entropii i chaosu.

Rzeczywiscie w kontekście złożónosci Kosmosu problemy w Polsc esa banalne i do rozwiązania przeż inteligentną inżynierię społeczną.

Jedynym słuszny algorytmem syntezy ludzkiej wiedzy na przestrzeni tysiącleci jest proste prawo - rodzina jest najwązniejsze a jej bogactwo duchowe i z niego wynikające bogactwo materialne słuzy ochronie zdrowia i życia jej juniorów i seniorów.

Rozwiązania widzę osobiście i być może ktos mnie wysłucha. Być może - niestety jedynie.

Skoro jet tu 80.000 czytelników to coś z tych poglądów powieli się. Istniejemy w procesie i złe siły Mordoru przeciwstawiają się. No ale dobro zawsze zwycieża zło bo inaczej wszyscy zginiemy - a byłaby szkoda.

Bóg Honor i Ojczyzna. Jeszcze Polska nie zginęła póki my żyjemy ! Varsovia ardens !
ham

czas wpisu: 2006-07-31 10:57:16

15026
w kilkunastu tysiacach postów wyłożyłem w cytatach mo nowoczesny światły światopogląd kosmopolity, naukowca, lekarza, managera, arystokraty, ulicznika z Warszawskiej Pragi.

Możecie mi nalać cykuty i ukrzyżówać głupcy i tak mam rację.

Potrzeba zmian systemowych. Mówie to ze świadomością i Polonia, z polskim sercem i z chłodnym umysłem wie dokładnie jak udoskonalić Ojczyznę. Nie bądźmy bierni. I tak wrócimy tu my emigranci pierwszej genracji leczyć sie, spędzic starosć i złożyć swoje kości.

Wiem bo i ja wyjechąłem "na zawsze". Wrócisz tu Ham-erykanie.
ham

czas wpisu: 2006-07-31 10:25:15

15025
Od dziecka inspiruje mnie poganin Sokrates i życie Chrystusa.

Wiem, że nic nie wiem. Źródłem zła jest niewiedza. Wierzę, że cnota jest najwyższą wartością.

Jestem założycielem wspólczesnej Akademii wsród dzrzew i traw. I tu przechadzam się.

Piotrze Apostole ham-stwa dobrze prawisz !
ham

czas wpisu: 2006-07-31 10:17:52

15024
Poglądy

* Wiara w absolutne znaczenie dobra i cnoty. Sokrates głosił, że cnota (gr. arete, starożytne pojęcie oznaczające tężyznę życiową, szlachetność, dzielność) jest dobrem bezwzględnym, czym przeciwstawiał się relatywizmowi sofistów. Jest też dobrem najwyższym, o które człowiek winien zabiegać, nie licząc się z niebezpieczeństwami i śmiercią ("Czyż nie wstydzisz się dbać o pieniądze, sławę, zaszczyty, a nie o rozum, prawdę i o to, by dusza stała się najlepsza?").

* Tożsamość dobra i wiedzy. Według Sokratesa cnota jest wiedzą ("Jest to jedno i to samo wiedzieć, co jest sprawiedliwe i być sprawiedliwym."). Ludzie czynią źle z niewiedzy, czy raczej wiedzy pozornej. Stanowisko takie nazywa się intelektualizmem etycznym. Wynika z niego, że cnoty można się nauczyć, a od nas samych zależy, czy dobro to nabędziemy.

* Wypracowanie metody dochodzenia do prawdy, a tym samym do cnoty: jest nią specjalnego rodzaju dyskusja, zwana dialektyką. W swoich rozmowach z Ateńczykami Sokrates posługiwał się dwiema metodami:
o metoda elenktyczna - sprawdzanie i zbijanie twierdzeń rozmówcy poprzez wyprowadzanie z nich konsekwencji doprowadzających w końcu do tezy absurdalnej lub sprzecznej z twierdzeniem pierwotnym (aporii);
o metoda maieutyczna (dosł. położnicza) - polega na dopomożeniu uczniowi w uświadomieniu sobie prawdy, którą już posiada, poprzez umiejętne stawianie pytań; metoda ta zakłada, iż każdy człowiek posiada intuicyjną wiedzę o dobru.

* Według świadectwa Arystotelesa Sokrates stosował metodę indukcyjną: ustalał definicję np. odwagi, uogólniając i szukając wspólnych cech poszczególnych wypadków odwagi. Ten pogląd nie jest jednak zgodny z innymi poglądami Sokratesa, znanymi nam z pism Ksenofonta i Platona.
ham

czas wpisu: 2006-07-31 10:14:20

15023
Tradycyjnie przedstawia się Sokratesa jako wroga demokracji, wskazując na jego krytykę rzeczywistości ateńskiej i ludzi kierujących sprawami państwa, a także na fakt, iż wśród jego uczniów znajdowali się znani wrogowie ustroju demokratycznego (np. Alkibiades, Platon). Możliwa jest jednak również inna interpretacja, zaproponowana przez Karla Poppera w dziele Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie. Według niej istotna dla demokracji jest wolność słowa umożliwiająca swobodną krytykę dostrzeżonych błędów i swobodną dyskusję o napotkanych problemach. Wolność słowa jest czynnikiem większej efektywności państw demokratycznych, aby jednak w pełni mogły się ujawnić pozytywne jej skutki, konieczne jest pobudzenie obywateli do krytycyzmu (w tym samokrytycyzmu) i samodzielności intelektualnej. Taką właśnie rolę budziciela – bąka siadającego na grzbiecie gnuśnej ateńskiej kobyły – przyjął na siebie Sokrates, w pełni wykorzystując intelektualne możliwości stwarzane przez demokrację i wskazując, co dla dalszego rozwoju demokracji jest najważniejsze. Niestety, chaos polityczny i kryzys państwowości ateńskiej w okresie tuż po zakończeniu Wojny Peloponeskiej stał się przyczyną procesu wytoczonego Sokratesowi i jego śmierci. Zręczni propagandyści z obozu arystokratycznego (Platon, Ksenofont) wykorzystali ją następnie w swojej antydemokratycznej kampanii.
ham

czas wpisu: 2006-07-31 10:13:43

15022
Sokrates (gr. Σωκράτης, 469-399 p.n.e.) - filozof grecki.

Życie

Był synem rzeźbiarza Sofroniskosa i akuszerki Fainarete. Z żoną Ksantypą miał trzech synów. Mieszkał w Atenach, gdzie nauczał prowadząc dysputy z przypadkowymi przechodniami na ulicach miasta, zyskując zarówno popularność jak i wrogość. W wieku 70 lat został oskarżony o bezbożność i psucie młodzieży. Został skazany na karę śmierci, którą wówczas było wypicie cykuty. Ostatnie jego chwile opisane są przez jego największego ucznia, Platona, w dialogu Fedon. Nie jest jednak do końca jasne, w jakim stopniu jest to literacka fikcja.

Sokrates był postacią historyczną, ale nie pozostawił po sobie żadnych pism. Jedyne, co o nim wiemy, to relacje uczniów: Platona i Ksenofonta, a także przekazy Arystotelesa, Arystofanesa i historyków greckich. Uczniowie Sokratesa różnili się w wielu sprawach, a w ich pismach Sokrates występuje często jako retoryczny autorytet, wykładający poglądy autora. Jednak mimo kwestii spornych pewne poglądy uważa się za rzeczywiście sokratejskie.

Sokrates przechadzać się zwykł po mieście, zaczepiając napotkanych ludzi – często zamożnych, wpływowych i na stanowiskach – i rozmawiając z nimi o różnych ważnych dla życia społecznego i indywidualnej moralności sprawach (np. o tym czym jest sprawiedliwość lub dobro) stosował swoją metodę elenktyczną. Polegała ona na ujawnianiu konsekwencji głoszonych poglądów, z których wiele okazywało się sprzecznych między sobą. Dyskusje te były przyczyną rosnącej niechęci do Sokratesa, która objawiła się podczas jego procesu opisanego w Obronie Sokratesa Platona.

Całość podejścia do własnej wiedzy i przekonań Sokratesa streszcza przypisywane mu zdanie "wiem, że nic nie wiem".
ham

czas wpisu: 2006-07-31 10:12:31

15021
Lech Wałęsa powiedział brytyjskiemu tygodnikowi "Sunday Times", iż tak bardzo niepokoi się tym, iż sprawy w Polsce pod rządami braci Kaczyńskich idą w złym kierunku, że rozważa powrót do czynnego życia politycznego........wklepal...
piotrek

czas wpisu: 2006-07-31 01:31:16

15020
Dopóki nie przywróci się w kraju między Odrą a Bugiem możliwości kręcenia lodów
na dawną tak wspominaną z nostalgia skalę to tendencje faszystowskie,
antysemickie, ksenofobiczne i homofoniczne będą śledzone z uwagą. Mało tego.
Przybrać one mogą w mediach tak ogromną skalę, że wszystko może się zdarzyć.

Kto wie czy europejskie siły postępu przy wsparciu usuwanej tubylczej elity nie
będą musiały przeprowadzić jakiejś bezkrwawej rewolucji? Wszak „demokracja
demokracją, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie” jak mawiała stara
Pawlaczka w filmie „Sami swoi”.
piotrek

czas wpisu: 2006-07-31 01:28:20

15019

Tak naprawdę to zmieniła się tylko grupa, o której wolność czy ktoś chce czy
nie trzeba walczyć. Robotników zastąpiono dewiantami, bo przecież o czyjeś
prawa trzeba się bić nawet wtedy, gdy tych praw nikt nie łamie.

Europa pokazała nam jak ta nowa tolerancja ma wyglądać. Ludzie gloryfikujący
homoseksualizm czują się tam świetnie zaś ci, którzy odważyli się nazwać to
grzechem z hukiem są usuwani ze stanowisk w europarlamencie. Taka to idzie do
nas tolerancja.
piotrek

czas wpisu: 2006-07-31 01:27:08

15018
Ta troska i patriotyczna postawa młodzieży i ich wychowawców przeciwko nauce
patriotyzmu musiała wzruszyć niejednego rodaka. W warszawskim marszu
kochających inaczej pojawiła się niemal cała opozycja. Z pejczem w dłoni w
stroju i o wyglądzie burdel-mamy czy burdel-babci pojawiła się wybitna profesor
Senyszyn profanując słowa Ojca Świętego. Obok podążał wybitny poseł PO Paweł
Śpiewak.

Dawniej takim pochodom z jadącymi platformami towarzyszyły hasła typu:
„1000 Szkół na tysiąclecie Polski”, „380% normy”,” Pokój, praca,
socjalizm”, „Naród z Partią, Partia z Narodem”.

Dzisiaj na transparencie niesionym przez kochające inaczej panie widniało
hasło: „Milion lesbijek w 2100r”.
piotrek

czas wpisu: 2006-07-31 01:24:54

15017

W dniu pielgrzymki papieskiej cały świat dowiedział się o bestialskim pobiciu
naczelnego rabina Polski. Oprócz brutalnej napaści rabin miał zostać na dodatek
potraktowany gazem pieprzowym. Ze względu na brak jakichkolwiek obrażeń odzież
poszkodowanego trafiła do laboratorium kryminalistyki, po czym zapadła cisza,
która trwa do dnia dzisiejszego.

Europa może liczyć, że nie zabraknie u nas obrońców zagrożonej demokracji.
Przykładem mogą być nasi nauczyciele (szczególnie z ZNP). Oni to w trosce o
dobro polskiej oświaty wraz z niezwykle świadomą zagrożeń dziatwą szkolną
pikietowali pod ministerstwem oświaty wśród niewinnych okrzyków w
stylu „Giertych do wora i do jeziora”.
piotrek

czas wpisu: 2006-07-31 01:23:25

15016
Teraz można nabierać coraz większych wątpliwości czy były to wszystko szczere
uczucia czy „płatny sex” odgrywany na oczach głupiej i naiwnej gawiedzi.

Dzisiaj wszystko się zmieniło. Komuniści i liberałowie przegrali wybory. Nie ma
już wśród rządzących, ludzi, którzy żyli nieźle za czasów tępienia wolności i
demokracji. Nie ma orędowników historycznego porozumienia komunistów z
wyznaczoną przez Kiszczaka i Jaruzelskiego jedyną słuszną opozycją.

Właśnie teraz „cała Europa” z troską zaczyna dostrzegać wielkie zagrożenia,
jakie rodzą się w Polsce. Tej trosce towarzyszy stała gotowość przegranych
środowisk do piętnowania tego, co stało się u nas po demokratycznych wyborach.
Gazeta Wyborcza, która wprost nie cierpi grzebania w jednych życiorysach z
lubością penetruje życiorysy tych, którzy dzisiaj mają coś do powiedzeniach. W
swej trosce o ojczyznę wygrzebuje wypowiedzi dzisiejszych urzędników, których
udzielali w wieku szesnastu lat.
piotrek

czas wpisu: 2006-07-31 01:21:31

15015
Wręcz przeciwnie.

Nigdy z parlamentu europejskiego nie płynęły sygnały niezadowolenia, że oto w
polskich władzach zasiadają ludzie, którzy jeszcze nie tak dawno zamiast
demokracji i tolerancji preferowali trzymanie narodu krótko za mordę wraz z
takimi obrońcami wolności jak ludzie honoru typu Kiszczaka i Jaruzelskiego. W
jakiś niezrozumiały sposób elity okrągłego stołu znalazły wspólny język z
europejskimi salonami. Wspólne spotkania, komplementy, poklepywanie się po
plecach to była niemal codzienność. Rodziły się wielkie przyjaźnie jak na
przykład zażyłość Millera z kanclerzem Niemiec.

Ten przyjaciel Polski i naszego premiera zasłynął z jeszcze innej miłości. To z
kolei uczucie do innego ex-komunisty uzewnętrzniło się pomysłem budowy
antypolskiego gazociągu po dnie Bałtyku.

No cóż miłość miłością, ale żeby tak bezinteresownie?
piotrek

czas wpisu: 2006-07-31 01:19:53

15014
Wałęsa, Mazowiecki, Balcerowicz Skubiszewski, Geremek, Olechowski, Kwaśniewski,
Miller, Cimoszewicz, Szmajdziński. Tych ludzi tolerancyjna i będąca
niedoścignionym wzorem Europa kochała i to z wzajemnością.

Były i inne zalety, kiedy ci światowcy z często agenturalną czy komunistyczną
przeszłością brylowali na salonach. Do woli można było pisywać o polskich
obozach koncentracyjnych, pluć na nasz kraj zupełnie bezkarnie, a przy tym
kręcić niezłe lody w kraju nad Wisłą. Komunistyczna i agenturalna przeszłość
nie stanowiła dla europejskich piewców tolerancji i demokracji żadnej
przeszkody.
piotrek

czas wpisu: 2006-07-31 01:17:52

15013
Sytuacja staje się dramatyczna. Europa się od nas odwraca. Stajemy się
zaściankiem i ciemnogrodem, w którym zamiast panującej powszechnie tolerancji
mamy do czynienia na każdym kroku z faszyzmem, antysemityzmem, ksenofobią i
homofonią.

Przez kilkanaście lat świeciło dla nas słońce i nie potrafiliśmy tego docenić.
Teraz wkroczyliśmy w cień, który z każdym dniem popycha nas w całkowitą ciemną
czeluść.

Gdzie te stare dobre czasy, kiedy to w naszym życiu politycznym roiło się od
mężów stanu?
piotrek

czas wpisu: 2006-07-31 01:16:15

15012
Z praktyki III RP wynika jasno, że owi mężykowie stanu za podstawową zasadę
polskiej polityki zagranicznej uważają przyjmowanie na klęczkach wszystkiego,
co mówią Niemcy, Francuzi, Amerykanie czy Rosjanie. Podobnie dobrze wytresowany
pies - niezależnie od tego, czy pan mówi po niemiecku, rosyjsku czy angielsku,
wie, że na rozkaz ma przynieść i pomerdać ogonem.
Tresura to tresura!
Byli ministrowie krytykując Kaczyńskiego, że nie pojechał do Weimaru, nie tyle
nie uwierzyli w jego dolegliwości żołądkowe, co po prostu nie uważają takiego
powodu za wystarczający, żeby nie jechać na spotkanie z kanclerzem czy
prezydentem Francji. Jeden z drugim choćby mieli całą drogę spędzić na desce
sedesowej, choćby mieli założyć pampersy lecieliby na spotkanie z Chiracem czy
Merkel.
W tej sytuacji osobiste powody nienawiści do Kaczyńskich ze strony Wałęsy czy
innych luminarzy III RP, są tylko powodem dodatkowym. Zasadniczą rolę odgrywa
tu wieloletni nawyk. Oni po prostu nie potrafią sobie wyobrazić, że można nie
lecieć na gwizdek i rozmawiać w postawie wyprostowanej. Bez klęcznika.
piotrek

czas wpisu: 2006-07-31 01:14:55

15011
W tej sytuacji nie dziwi donos podpisany przez byłych ministrów spraw
zagranicznych od Skubiszewskiego począwszy a na Rosatim czy Cimoszewiczu
skończywszy, którzy publicznie dezawuują polskiego prezydenta za to, że nie
pojechał na szczyt „Trójkąta Weimarskiego”. Podobnie nie dziwi wywiad, jakiego
niemieckiej gazecie „Der Spiegel” udzielił Lech Wałęsa. Nie zostawia on na
Kaczyńskich suchej nitki, uważa, że szkodzą Polsce i wyraża nadzieję, że ich
kadencja nie dotrwa do końca.
Kiedy Skubiszewski (kto to jest?) podpisywał z Niemcami traktat o przyjaźni, w
którym interesy niemieckiej mniejszości w Polsce zostały zagwarantowane, ale
interesy polskiej mniejszości w RFN w ogóle, nie słychać było głosu Lecha
Wałęsy. Kiedy - bądź co bądź - polski prezydent Kwaśniewski doznawał jawnych
upokorzeń w Moskwie, ani Rosati, ani Cimoszewicz nie protestowali. Żaden
Geremek ani Bartoszewski nie podnosili głosu, kiedy okazało się, że
uczestniczyliśmy w napaści na Irak i to jeszcze - jak durni - bez żadnych
korzyści.
piotrek

czas wpisu: 2006-07-31 01:13:11

15010
Nie ma czego spodziewać się także po tych wszystkich, którzy w okresie
prezydentury Wałęsy czy Kwaśniewskiego zdobyli miejscówki w przedziale „elyta”.
Określenie „łże-elity” oznacza, że lider PiS-u ani jego brat nie są pewni co do
pochodzenia herbów obecnej szlachty III RP. To oczywista jest zniewaga, której
nie sposób zapomnieć ani wybaczyć.
Co w tej sytuacji zrobić ma taki, dajmy na to, mąż stanu, jak Bronisław
Geremek, którego partia Unia Wolności została wycięta do ostatniego Frasyniuka
z parlamentu? Jak ma przemawiać do polskiego społeczeństwa Jan Maria Władysław
Rokita, kiedy ono woli moherowe berety, zamiast gustownego kapelusza?
Wiadomo, że Polacy nie dorośli do poziomu Unii Wolności, ani nawet do
Platformy, nie mówiąc już o tym, że zdradzili lewicę. Jakże więc do nich
apelować i obnażać wady Kaczyńskich? Bez sensu. Od razu trzeba naskarżyć na
bliźniaków do prasy zagranicznej - może zachodnie ośrodki skarcą jakoś tych,
którzy nie okazują szacunku „elytom”.
piotrek

czas wpisu: 2006-07-31 01:11:40

15009
Klęcznik dyplomatyczny
Ani prezydent Lech Kaczyński, ani jego brat Jarosław nie cieszą się specjalną
sympatią dotychczasowych elyt zasłużonych, czy jak kto woli odpowiedzialnych za
budowę obecnego kształtu Rzeczypospolitej.

Od 1992 roku, kiedy Kaczyńscy ostro wystąpili przeciwko Wałęsie oraz politykom,
którzy chroniąc agentów obalili rząd Olszewskiego, nie mogą liczyć na byłego
prezydenta Lecha W., występującego podobno niegdyś pod artystycznym
pseudonimem „Bolek”.
Wątpliwa jest także lojalność niedoszłego koalicjanta PiS-u Donalda Tuska,
który w czerwcu 1992 r. jako lider Kongresu Liberalno-Demokratycznego
uczestniczył aktywnie w obalaniu rządu Olszewskiego. Nie oczekujmy także, że o
Kaczyńskich i ich formacji dobrze zacznie mówić Wojciech Olejniczak - obecny
pierwszy sekretarz lewicy.
piotrek

czas wpisu: 2006-07-31 01:09:09

15008
jak sie jednemu da to drugiemu zabierze a nie ma się na ubezpieczenia.

cos nie tak. pomysły pol pota z kampuczy tez byly dobre w sprawie gospodarki.
ham

czas wpisu: 2006-07-29 23:04:34

15007
Andrzej Lepper chce, by rolnikom umarzano część kredytów. Podstawą do umorzenia byłyby straty spowodowane klęskami żywiołowymi. Wicepremier, minister rolnictwa odwiedził Dolny Śląsk w związku z tegoroczną suszą.
Jak powiedział, wielu rolników szczególnie na Dolnym Śląsku ma po 2, 3 kredyty. Należałoby więc choć jeden z nich umorzyć, a spłatę innych korzystnie rozłożyć.

Andrzej Lepper obiecał, że postara się przekonać rząd, by znacząco zwiększyć sumę przeznaczoną na odszkodowania z powodu suszy. Wczoraj mówił o 100 milionach złotych, dziś zapewniał, że będzie to zapewne 200 milionów, a może i 500, jeśli inne resorty wspomogą ministerstwo rolnictwa.

ham

czas wpisu: 2006-07-29 23:02:05

15006
"Rz": Rząd chce połączyć firmy spożywcze
(Rzeczpospolita, pr/29.07.2006, godz. 08:36)
Ideą narodowego koncernu rolnego jest stworzenie silnej marki i wzmocnienie państwowych firm - pisze "Rzeczpospolita".

Ministerstwo Skarbu Państwa chce stworzyć narodowy koncern spożywczy. Ma on powstać w oparciu o Krajową Spółkę Cukrową i sześć państwowych Polmosów.

Do grupy wejdą też inne spółki przetwórstwa spożywczego kontrolowane przez Ministerstwo Skarbu Państwa. Ideą jest stworzenie silnej marki narodowej i wzmocnienie pozycji państwowych firm na rynku.

- Wolą wszystkich jest, by stworzyć silny organizm. Ja osobiście widziałbym to jako koncern - mówi "Rz" Paweł Piotrowski, wiceminister skarbu państwa.

- Na pewno wszelkie dalsze prywatyzacje w przetwórstwie rolno-spożywczym muszą być prowadzone ostrożnie, jeśli w ogóle - wtóruje mu Marek Zagórski, wiceminister rolnictwa.

Do powołania narodowego koncernu spożywczego ma dojść najwcześniej za dwa lata. Najpierw obie strony muszą zgodzić się co do restrukturyzacji KSC. Koszty jej działalności powinny w ciągu dwóch lat spaść o połowę, by mogła przetrwać na rynku. Docelowo cukier ma być produkowany w 8 - 11 zakładach spośród obecnych 17. Pozostałe oddziały zajęłyby się produkcją m.in. biopaliw. W wytwarzaniu bioetanolu z buraków cukrowych miałyby pomagać Polmosy. Teoretycznie więc pomysł nie jest zły. Ale ekonomistom się nie podoba.

Rząd czyli Lepper - oj to robi się rzewnie - znowu będą kartki na cukier !

Ale kolesie fajne posadki panie wice.
ham

czas wpisu: 2006-07-29 22:58:46

15005
"ŻW": Anna Kalata o rentach i emeryturach
(PAP, pr/29.07.2006, godz. 08:21)
Prace nad projektem zmiany zasad waloryzacji rent i emerytur są bardzo zaawansowane. W sierpniu dokument zostanie przedstawiony Komitetowi rady Ministrów.

Mówi w rozmowie opublikowanej przez "Życie Warszawy" minister pracy i polityki społecznej Anna Kalata.

Zapowiada, że zaproponowane zostanie m.in. wprowadzenie corocznej waloryzacji i skrócenie z czterech do dwóch lat okresu wyrównawczego tzw. starego portfela (zaniżonych świadczeń, wypłacanych osobom, które przeszły na emeryturę w połowie lat 90.)

Minister przyznaje, że od początku lat 90. Fundusz Ubezpieczeń Społecznych nie ma wystarczających środków na wypłaty rent i emerytur. Składki nie zaspokajają wydatków FUS. Budżet państwa jest w tej sytuacji ostatecznym gwarantem pewności wypłaty świadczeń z ubezpieczeń społecznych.

Według Anny Kalaty nie ma planów resortu pracy dotyczących zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Nie ma zamiaru odebrania kobietom prawa do przechodzenia na emeryturę w wieku 60 lat.

- Chcemy jednak, by było to prawo, a nie obowiązek - jak dziś interpretuje przepisy wielu pracodawców, wręcz zmuszając kobiety, które osiągnęły wiek emerytalny, do odejścia z pracy. Dlatego zaproponujemy uściślenie przepisów tak, by chroniły one panie nie zamierzające rezygnować z posady - zapowiada minister pracy.
ham

czas wpisu: 2006-07-29 22:56:04

15004
Od dnia 12 lipca, kiedy to zbrojny rajd Hezbollahu na terytorium izraelskie rozpoczął obecny konflikt, na północny Izrael spadło ponad 1500 rakiet.

"Izraelowi nie udało się ani jedno militarne dokonanie" - podsumował 18-dniową ofensywę i sra elską szejk Na sra llah.
ham

czas wpisu: 2006-07-29 22:44:02

15003
Encyklopedia, dzieło dające zbiór wiedzy z różnych dziedzin (encyklopedia powszechna) w postaci zwięzłych artykułów informacyjnych (haseł), ułożonych z reguły alfabetycznie. Także encyklopedie dotyczące wybranej dziedziny (specjalistyczne). Ich forma zależy również od adresata, np. bywają encyklopedie dla dzieci i młodzieży.

Pierwsze encyklopedie nowożytne, zbliżone do form dziś stosowanych, pojawiły się w XVIII w., jak słynna Wielka Encyklopedia Francuska, redagowana przez D. Diderota i J. d‘Alemberta, manifestująca światopogląd postępowego oświecenia

ham

czas wpisu: 2006-07-29 17:18:26

15002
Paul Auster, "najbardziej europejski z pisarzy amerykańskich", często określany jest przez krytykę mianem "postmodernisty". Tymczasem ta etykietka jest raczej wyrazem bezradności wobec bogactwa i nieszablonowości jego prozy. Celniejszym wydaje się określenie "pisarz metafizyczny", motywy przewodnie bowiem Austerowskiej twórczości to bez wątpienia nieprzejrzystość ludzkiej egzystencji, samotność, daremne poszukiwanie korzeni i tożsamości, mistyka przypadku. Powieści Austera najtrafniej można chyba określić jako "metafizyczne kryminały". Poszukiwana w nich prawda nie zostaje odnaleziona, lecz nęci wieloznacznością, napięciami, opowieściami, które przykuwają uwagę i dają wiele estetycznej radości. Zauroczona twórczością pisarza profesor Maria Janion ukuła nawet takie powiedzenie: Auster jest ostry.
ham

czas wpisu: 2006-07-29 17:10:24

15001
Paul Auster
(1947), pisarz amerykański.
urodził się w 1947 roku w Newmark, w stanie New Jersey. Jeden z jego przodków był w latach 1948-1951 burmistrzem Jerozolimy; dziadkowie ze strony ojca pochodzili ze Stanisławowa w Galicji; babka ze strony matki urodziła się w Mińsku, dziadek zaś był polskim Żydem, który jako dziecko znalazł się w Nowym Jorku. Po studiach literatury angielskiej, francuskiej i włoskiej na Uniwersytecie Columbia Auster podejmował się różnych zajęć: był marynarzem na statku handlowym, ankieterem, dozorcą, korepetytorem. Przebywał przez dłuższy czas w Paryżu, tłumaczył poezję francuską, w tym Mallarmťgo, i surrealistów; opracował świetnie przyjętą antologię The Random House Book of Twentieth-Century French Poetry (1982). Prowadził także kursy przekładu oraz creative writing na Uniwersytecie w Princeton. Własną twórczość Auster rozpoczął od wierszy i eseistyki krytycznoliterackiej. Uznanie i rozgłos zdobył jednak jako prozaik. Szeroką popularność zyskał jako autor scenariuszy do filmów Dym (Smoke), Brooklyn Boogie (Blue in the face) oraz najnowszego, Centrum Świata (The Centre of the World), napisanego wspólnie z żoną Siri. Wizyta w Polsce jesienią 1998 roku z okazji polskiej premiery filmu Lulu na moście (Lulu on the bridge), będącego reżyserskim debiutem Austera, dowiodła, że i w naszym kraju stał się on kimś w rodzaju "pisarza kultowego", ma tu bowiem pokaźne grono zagorzałych fanów, z niecierpliwością oczekujących na pojawienie się jego kolejnych książek.

ham

czas wpisu: 2006-07-29 17:09:58

15000
Obowiązki pisarza traktuje pan bardzo poważnie. Jest pan aktywnym członkiem Pen Clubu.

Obecnie nawet jego wiceprezesem. Poprosił mnie o to Salman Rushdie, który jest prezesem, i nie mogłem mu odmówić. To jedna z nielicznych organizacji, które zajmują się prawami człowieka na świecie. Czuję się zobowiązany pomagać pisarzom będącym w potrzebie, tym, których prawa są łamane. Mamy na to jakiś wpływ, wiele osób udało nam się wyciągnąć z więzień. Proszę mi wierzyć, że samo siedzenie na zebraniach i dyskutowanie o różnych propozycjach raczej mnie nudzi. Robimy to jednak, bo mamy ważne powody. (...)

W swojej ostatniej książce, „Brooklyn follies”, zawarł pan pochwałę prostego życia. Było to panu potrzebne po 11 września 2001?

Ta książka to hymn na cześć normalnego życia. Zaczynamy nowy okres w naszej historii. Trzeba zdawać sobie sprawę, jakim szczęściem i jaką przyjemnością jest żyć. Napisałem komedię, ponieważ musiałem nabrać do życia pewnego dystansu. Zainspirowały mnie słowa Billy Wildera: „Jeśli dobrze się czujesz, napisz tragedię, a jeśli jest wręcz przeciwnie, jesteś zdesperowany, czujesz się pokonany przez okoliczności, stwórz komedię”.

ham

czas wpisu: 2006-07-29 17:08:04

14999
Być może niepokoi pana starzenie się w konkretny sposób.

Nie sądzę. Moją uwagę zwraca fakt, że czas niezmiennie biegnie i wpływa na nas. W końcu docierasz do momentu, gdy zdajesz sobie sprawę, że wszyscy, których kochałeś, już nie żyją. Zaczynasz rozmawiać z widmami. Młodzi ludzie tego nie robią. To jakby jedną nogą przebywać w krainie zmarłych, a drugą wśród żywych. (...) Kiedy masz 20 lat, zmieniasz się każdego dnia. Raz piszesz jak Hemingway, inny razem jak Faulkner. Kiedy się jednak starzejesz, znajdujesz własny sposób postrzegania świata i nie oglądasz się za siebie.

A kiedy był pan młody, co pana bardziej bawiło? Naśladowanie Ernesta Hemingwaya czy Wiliama Faulknera?

Zawsze byłem niezadowolony, ponieważ szukałem własnej drogi i nie mogłem jej znaleźć. Dlatego napisałem tyle wierszy, setki wierszy, które mi się podobały i których nikomu nie pokazałem. I wtedy właśnie wszystko się zaczęło: przestałem szukać własnego głosu i zacząłem go słyszeć. (...) Jeśli masz coś do powiedzenia, historia sama znajdzie sposób, żeby to opowiedzieć. (...) Sądzę, że poeci wywarli na mnie o wiele większy wpływ aniżeli pisarze.

Stąd wzięła się pańska obsesja na punkcie języka i jego przejrzystości. Czy to właśnie fanatyzm słowa przywodzi ludzi do tego zawodu?

Niewykluczone. Trzeba chyba mieć taką obsesję. Nie ma innej rzeczy tak niezawodnej jak język. Dlatego często szukam ucieczki u największych autorów: czytam Szekspira, Johna Donne’a, a także tych, którzy osobiście wiele mi dali, na przyklad George’a Opena, nieznanego poetę, mojego przyjaciela.
ham

czas wpisu: 2006-07-29 17:06:49

14998
Pańskie książki zawsze zaczynają się opowieścią o jakimś nieszczęśniku na granicy życia i śmierci. Czy próbuje pan być ich wybawicielem? Potrzebuje pan zazwyczaj całej książki, żeby uratować swojego bohatera.

Albo żeby go pogrążyć.

Czy zdaje pan sobie z tego sprawę?

Nie, oni przybywają z miejsc, do których ja nie mam dostępu. Z zakątków nieświadomości. Ja ich nie szukam, to oni mnie znajdują.

Niezależnie od losu, jaki ich spotyka – co pan do nich czuje?

Wielkie przywiązanie. Nie porzucają mnie, trwają wiernie przy moim boku po wielu latach. Zobaczy pan to w mojej ostatniej książce, która wkrótce się ukaże: „Troubles in the scriptorium”. Opowiada o relacji między autorem i jego bohaterami. Zaczyna się sceną, w której mężczyzna siedzi na brzegu łóżka w piżamie i opiera ręce na głowie.

To obraz raczej nihilistyczny.

Neutralny. Dlaczego ten stary człowiek patrzy w podłogę?

Zapewne martwi się swoją starością.

Nie całkiem, starość jest procesem naturalnym. Jak mogę mu zapobiec? Starość mnie fascynuje, a nie przeraża. Mój własny wiek robi na mnie wrażenie: mam już 59 lat. Jednak w myślach wydaje mi się, że mam dopiero 32.

ham

czas wpisu: 2006-07-29 17:05:57

14997
Moje książki tak mocno koncentrują się na życiu wewnętrznym bohaterów, że nie da się tego przełożyć na język kina. Chociaż jest jeden wyjątek. Mam na myśli książkę „W kraju rzeczy ostatnich”. Pewien młody reżyser argentyński, Alejandro Chomsky chce na jej podstawie nakręcić film. To bardzo utalentowany chłopak. Pomagałem mu pisać scenariusz i teraz zbiera pieniądze na rozpoczęcie produkcji. Chce nakręcić ten film w Buenos Aires w dwóch wersjach językowych: hiszpańskiej i angielskiej. Zobaczymy. Projekty filmów mają skłonność do wyparowywania, ale ten film chciałbym kiedyś zobaczyć. (...)
ham

czas wpisu: 2006-07-29 17:04:47

14996
Wskrzesił pan Martina Frosta, bohatera „Księgi złudzeń”.

Martin Frost posłużył mi za scenariusz do filmu krótkometrażowego. Zamówił go u mnie pewien niemiecki reżyser, ale film ostatecznie nie powstał. Pomyślałem sobie, że ta historia nadaje się na coś większego. Wstawiłem ją do mojej „Księgi złudzeń”. Później uświadomiłem sobie, że ciekawe jest to, jak kończy się jego historia, tak jak opisałem to w książce. Dlatego w filmie nie opowiadam nic więcej ponad to, co już opublikowałem. To jest po prostu dzika, nieprzewidywalna opowieść.

Mam wrażenie, że potrafi pan rozdzielić pracę reżysera od pracy pisarza.

Najlepsze jest to, że przede wszystkim jestem pisarzem, chociaż kocham kino. Uważam się jednak za pisarza mało „kinowego”. Moje książki nie przypominają filmów. Nie ma w nich wielu drobnych scen, następujących jedna po drugiej. Nie ma w nich też zbyt wielu dialogów, są bardziej opisowe. Dlatego właśnie cenię sobie obecną pracę z ekipą filmową. Tutaj tę samą historię można opowiedzieć w zupełnie inny sposób.

Czyli należy pan do autorów, którzy pisząc powieść nie wyobrażają sobie poszczególnych scen na ekranie. Czy największym wyzwaniem dla współczesnego pisarza nie byłoby napisanie książki, której nie da się pokazać w kinie?

Tak, zgadzam się z panem. Jedna z moich powieści została zaadaptowana na scenariusz filmowy i zdałem sobie sprawę, że bardzo dużo straciła. Zmieniła się nie do poznania. Chodzi o „Muzykę przypadku”.
ham

czas wpisu: 2006-07-29 17:04:20

14995
Czy zatem sekret pisarstwa leży w tym, by nie ufać niczemu, co się napisało?

Nie. Musisz wierzyć, żeby coś napisać. Trzeba być przekonanym, że historia, którą ma się w ręku, jest tak realna jak samo życie. Kiedy piszę jakąś powieść, pracuję codziennie, siedem dni w tygodniu. Całą duszę i umysł wkładam w to, co robię. Jeśli muszę wyjechać na tydzień lub dwa, a potem wracam do swojej historii, pojawiają się wątpliwości. Potrzebuję kolejnych dwóch dni, żeby zagłębić się w tym stworzonym przeze mnie świecie. Dlatego szukam stabilizacji. Dla mnie to najlepszy sposób na pracę.

To oznacza, że podczas kręcenia filmu niczego pan nie pisze?

Nie, jestem tak zajęty, że absolutnie nie mógłbym nic napisać. Czasami jednak dobrze jest zrobić sobie przerwę i nie narzekać. To ja zdecydowałem się na to przedsięwzięcie, nikt mnie nie zmuszał i cieszę się tym, co robię. Podoba mi się, że wychodzę z pokoju i muszę pracować z ludźmi.

Z niezbyt wieloma ludźmi, z tego, co pan mówi.

Nasza ekipa jest naprawdę mała, ale rezultaty naszej pracy zdumiewające. Role są świetnie zagrane, zdjęcia tak piękne, że czuję dreszcze. W filmie występuje moja córka Sophie, ma niewielką rolę i mówi mi, że to zdumiewające, ponieważ podczas kręcenia nikt się nikomu do niczego nie wtrąca. Wszyscy są tak skoncentrowani, że właściwie nie popełniają błędów, nie zapominają tekstu. Dobrze się stało, że dwa tygodnie przed przyjazdem poświęciliśmy na próby.

ham

czas wpisu: 2006-07-29 17:03:19

14994
Aby znaleźć odpowiedź na tego rodzaju pytania, można napisać książkę. Czy daje to jednak jakąś gwarancję, czy raczej oznacza to dalsze zanurzanie się w wątpliwościach?

Może się tak stać. Sądzę, że cała moja praca wyzywa wątpliwości na pojedynek, szuka równowagi w niestabilnym świecie. Pisarz to człowiek mający wątpliwości – nie tylko dotyczące świata, ale także samego siebie. Gdybyś nie wątpił, nie wymyśliłbyś tego, co piszesz. Albo twoje dzieła nie byłyby nic warte. Nigdy nie spotkałem dobrego pisarza, który byłby całkowicie pewny tego, co pisze. Ludzie nie rozumieją, że tworząc powieść czujesz się zawsze jak uczniak. Piszesz mnóstwo rzeczy nic nie wartych, wyrzucasz je i ponawiasz próby. Codziennie uczysz się, jak bardzo nieprzydatna może być twoja praca. To jest lekarstwo na zarozumiałość.

ham

czas wpisu: 2006-07-29 17:01:59

14993
Wiadomosc z ostatniej chwili

Czy można zdelegalizować w Polsce mafię? Zapewne nie, ale dekomunizacja może niektórym pomóc...

Roman Giertych wystąpi o delegalizację SLD. Przewodniczący LPR i zarazem minister edukacji zapowiedział to w sobotę podczas konferencji programowej partii w Olsztynie. Obrady zakłócili młodzi ludzie z młodzieżówek politycznych SLD, którzy wdali się w ostrą polemikę z szefem Ligi. Doszło do awantury, interweniowała policja.

Podczas konferencji Roman Giertych oświadczył, że nie będzie się bał żadnej poprawności politycznej - za co dostał oklaski - ani socjalistów europejskich. Nawiązał w ten sposób do czwartkowej rezolucji Parlamentu Europejskiego, krytykującej Polskę za nietolerancję.
- Przemoc i nienawiść jest po tamtej stronie - mówił Giertych z trybuny.
ham

czas wpisu: 2006-07-29 17:00:46

14992
Nie sądzę jednak, żeby tak jak pan uwielbiał Marqueza.

Pewnie nie, ale nic nie wiadomo. Muszę go o to zapytać.

Wiele osób uważa, że eksploatuje pan magię „realizmu północy”, a w każdym razie ma pan podobne poglądy na temat rzeczywistości co Marquez.

Moje książki obejmują wiele obszarów. Niektóre powieści są bardzo przyziemne. Mnie też wydaje się dziwne, że w tym samym czasie stworzyłem „Mr. Vértigo”, historię chłopca, który lewituje, tak jak to się przytrafia niektórym mieszkańcom Macondo (...).

Film, który pan teraz kręci w Portugalii, jest według pana niczym haiku (japoński wiersz składający się z 17 sylab – przyp. Onet.). Jak można to zmierzyć?

To bardzo krótki film. Haiku jak oddech, mój film, z czterema aktorami i scenerią, jaką wykorzystaliśmy: jeden dom, jeden ogród, jedna droga i nic więcej. To też haiku.

Dom i droga to metafora pańskiej literatury.

Kto wie!

Pańscy bohaterowie zderzają się z ciekawymi paradoksami. Jedni korzystają z absolutnej wolności zamknięci w jednym miejscu, inni czują się ograniczeni, chociaż są nomadami. Czy dobra literatura rodzi się ze sprzeczności?

Z pewnością. Wiele przykrych rzeczy spotyka ludzi, którzy są w drodze. Zgadzam się z panem, że dla literatury znakomitym punktem wyjścia jest paradoks. Albo zadawanie pytań, które na zawsze zostaną bez odpowiedzi. Pytań, jakie zadają sobie wszyscy. Niektórym udaje się czasami na nie odpowiedzieć, ale zazwyczaj wynikają z tego same głupstwa.

ham

czas wpisu: 2006-07-29 16:56:01

14991
I w dodatku w głosowaniu jury wygrał pan z Philipem Rothem. Dwa różne oblicza amerykańskiej literatury skonfrontowano aż w Oviedo.

Najciekawsze jest to, że choć obaj urodziliśmy się w Newark w stanie New Jesrsey, poznaliśmy się dopiero w Nowym Jorku, na tydzień przed moim przyjazdem do Portugalii, na zdjęcia do filmu na podstawie mojej powieści. Rozmawialiśmy i przy pożegnaniu, Roth powiedział: „Musimy razem wrócić do Newark”. On sam wydał mi się bardzo miły, wręcz urokliwy. Jest pisarzem całkowicie innym niż ja, cechuje go odmienna wrażliwość. Okazało się jednak, że mamy podobny gust: obaj lubimy Conrada.
ham

czas wpisu: 2006-07-29 16:54:54

[ Pierwsza strona ][ Poprzednia strona | Następna strona ][ Ostatnia strona ]

Powrót na stronę WWW | Dopisz się do księgi



Darmowe księgi gości. Załóż własną księgę!